Spontaniczny dwudniowy wypadzik w większym składzie (Globusy, Pedro, Kasia, jo) w okresie 3-4.01.2009. Reszta ekipy poza mną uderzyła do Murowańca juz w piątek. Ja dotarłem w sobotę z rana, jadąc nocnym pociągiem z Gliwic do Zakopca. Potem szybki busik za 3zeta do Kuźnic i 50min gnanie przez Boczań do Murowańca na śniadanko.Trasę ustalał nasz "mega" przewodnik Pedro. Tym razem coś bardziej ambitnego. W pierwszy dzień wycof ze żlebu spod Pańszczyckiej Przełęczy. Brakło nam z 50m w pionie do przełęczy, ale po co ryzykować. I tak było wystarczająco ciekawie.
W drugi dzień załamanie pogody i tylko podejście na Karb. Powyżej nie było nic widać. Tzn. było widać Kościelec, ale przez 15 minut. Trochę za mało żeby wejść i zejść przy jakiejkolwiek widoczności. Odpuściliśmy.
Następnym razem albo bierzemy dechy, albo dupozjazdy, bo na samych spodniach się średnio zjeżdża.
Trochę fotek tutaj: http://picasaweb.google.pl/Lorzelek/TatryNaRozpoczCieRoku
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz