poniedziałek, 28 lutego 2011

Kończymy Bieszczadzki rozdział

Bieszczadzkie FRiki from Lorzelek on Vimeo.




Grzeję nóżki "na gazie" w Wetlinie w oczekiwaniu na przybycie Sliwy...
Dodatkowo wrzuta fotek z Wielkiej Rawki (buczki i te sprawy)


Tym razem Wojtek przywiózł słońce i w końcu było widać duuużo więcej niż ostatnio. Dodatkowo zrobiliśmy kilka fajnych zjazdów. W pierwszy dzień pętla z Wołosatego na Tarnicę, Krzemień, Halicz, Rozsypaniec do Wołosatego dała nam w kość. Szczególnie powrót z przełęczy Bukowskiej. Mogę jedynie przyznać, że odcinek Wołosate-przełęcz Bukowska daje nieźle popalić. W górę nogą, w dół rękom ;) W następny dzień pykneliśmy Wielką Rawkę - też przy super pogodzie i potem szukając stoku nieeksponowanego na słońce wymyśliłem Wielką Selmanową. Buczki przednie, potem podwójny jar, ale do tego już jesteśmy przyzwyczajeni.

Więcej fotek tutaj i tutaj.

Szczególnie polecam te foty od Sliwy.

wtorek, 22 lutego 2011

Haliczek i Tarniczka

Tura "na okno pogodowe ICM" trafione w 75%. Brak okna odnotowano od Przełęczy Bukowskiej do Przęłęczy Goprowców. Warun śniegowy bardzo miły - śniegu więcej niż miesiąc temu, chociaż była odwilż.
Trasa znaleziona w necie - przećwiczona w terenie.



Rano zatrzymuję się na Przełęczy Wyżniańskiej, warun niezły, ale nie przyjechałem tu dla zjazdów z Małej Rawki - te były ostatnio. Teraz coś innego. A więc w dół z przełęczy do Wołosatego. Po drodze zakup świeżutkiej drożdżóweczki (zjedzona od razu) oraz batoników (na drogę) w sklepie na wlocie do Ustrzyk Górnych. W drodze do Wołosatego zabieram Panią na stopa, okazuje się, że turował przez 5lat jako jedna z nielicznych kobiet w Wołosatem, ale już nie te lata i teraz "lata" na biegówkach. Czy ja wiem? To co bardziej daje w kość? Chociaż nikt z kolegów 6h na biegówkach nie lata, no poza znajomym Piotrkiem T. W Wołosatem stawiam auto zaraz za znakiem - zakaz wjazdu. Takluję sprzęt, aż nagle podjeżdża VW T4 i wyskakuje Pan ze Straży Granicznej. Szybko dochodzę do wniosku, że sam zaproponuję przestawienie auta przed znak - Pan się zgadza.
Ruszam więc na przełęcz Bukowską - kawał drogi, na biegówki w sam raz, ale nie zanudzam się 2-3% wzniosem tylko hiperwentyluję się świeżym powietrzem. Na przełęczy wiata zawiana, a poprzednie ślady sanek i psów (pewnie zaprzęg) się urywają - dalej przecierać sobie będę sam.

I tu kończy się pierwszy etap okna pogodowego. Docieram na Halicz, posługując się "wbudowaną intuicją skauta we mgle". Następny drogowskaz spotykam na jakiejś przełęczy bez nazwy, na której pisze, że do następnej przełęczy 30min a jeszcze innej przełęczy 45min. Przełęcze "bez nazw" są cenną wskazówką w śnieżnej chmurze, która akurat sobie przyszła z Ukrainy i spada mi na łeb. No ale foczę na azymut w kierunku wskazanym przez strzałki, bo potem już innych strzałek nie ma. W normalnych warunkach widoczności pewnie widać następny znak, teraz widać tylko białą górę, kolejną białą górę ale jest znak szczególny - ma grzebień z ostrych kamieni. Czyli coraz bliżej do Tarnicy...
Zaczynam zjeżdżać spod grani i nagle otwiera się drugi etap okna pogodowego, które od tej chwili towarzyszy mi do końca wycieczki.
Moim oczom ukazuje się przełęcz Goprowska i zarys Tarnicy - robi wrażenie, nawet z 1250m wydaje się całkiem wielka.

Pakuję batona do brzucha i ruszam na kolejną przełęcz, oczywiście bez nazwy, ale tym razem pod Tarnicą. Teraz już nazwy nie mają znaczenia, bo wszystko widać jak na dłoni. Wdrapuję się na taras z krzyżem, delektuję się widoczkami, odklejam foki (myślałem że poraz ostatni w tym dniu, ale potem się okazuje, że jeszcze muszę ich użyć, z czego jedna foka mówi że jej zimno i się "nie chyta", co kończy się iściem z buta).

Zjazd z Tarnicy szybki, trochę puchu na dobrym twardym podkładzie po stronie zachodniej umila szybko mijające sekundy. Potem pakuję się w "Buczki", ale jak się okazuje - nie w te co trzeba, bo na dole natrafiam na jar ze strumyczkiem (tam są potrzebne foki żeby się wydostać). Jakoś trafiam na "szlak konny" i docieram do Wołosatego. Na krzyżówce na dowidzenia kontrola straży granicznej - "było miło" i za darmo. Parę kilometrów dalej kolejna kontrola - mówię że koledzy już mnie sprawdzali, wiec jest "milej".

Generalnie śniegu przybyło w paśmie Tarnicy i w górę od Przełęczy Wyżniańskiej. Połonina Wetlińska i Caryńska na dole cieńko

Więcej fotek tutaj.

niedziela, 13 lutego 2011

I jeszcze jedna produkcja z ferii...

Osrodek w GrossAltar też zasypało w podczas naszego pobytu, więc w ostatni dzień wyjazdu, skoczylismy na rozpoznanie, a przy okazji wypatrzyłem z gondoli fajną linię zjazdu, bez jakis dropów. Drut kolczasty też był, ale na polankach i na szczęscie znalazłem w nim otwartą furtkę :)

GrossAltar 01.2011 from Lorzelek2 on Vimeo.

Oczywiscie krzaczory też zaliczyłem, bo "lubię to" ;)

piątek, 11 lutego 2011

A my tu se wspominamy jak w grudniu był puch...

ScyrkFR from Lorzelek on Vimeo.


ino teraz ni ma takiego :(

My tu gadu gadu a ludzie pod bokiem plywaja

http://www.kiteforum.pl/forum/viewtopic.php?f=7&t=24923&start=375
We wtorek 8 02 2011

a
wczesniej: http://www.sieplywa.pl/siewie/4597/Sezon_windsurfingowy_2011_rozpoczety

"my w rybniku katowaliśmy formułę od soboty do poniedziałku. mierzyłem i woda ma 10 stopni. a w koninie jaka temperatura wody?
Filip POL 555 | 9 lutego '11 (20:36:54)niefaldzip"

!!!

środa, 9 lutego 2011

Kto ma jeszcze jakis powazny cel do opanowania na 2011?



nr 2:


Nr3:


Nr 4 z psem w kapeluszu:


Propozyzje mailem prosze co do dat etc.
Moze sie da w to wkrecic dealera NORTH KITES czyli www.profistyle.pl

niedziela, 6 lutego 2011

Tajne puchy Wuja Sama

Wynajęty przewodnik za 650 Franków w tym dniu postanowił zabrać nas w tajemnicze miejsce, którego nie ma na mapie. Zawiązał nam oczy na dole przy samochodzie i poprowadził w "Ostatnie Puchy przed odwilżą". Łatwo nie było. Ale puch się znalazł i jazda była przednia. Okno pogodowe jakie przepowiadał od godz. 12.00 ICM jakos się nie sprawdziło. Ale widocznosć na 100m w zupełnosci wystarcza w lesie.
Fotki tutaj...

Majcherkowa from Lorzelek2 on Vimeo.