One Eye from Mushow Community on Vimeo.
wtorek, 7 grudnia 2010
wtorek, 30 listopada 2010
czwartek, 18 listopada 2010
czwartek, 11 listopada 2010
Mauro2010 part II wydeło
Mauro2010 part II from Lorzelek on Vimeo.
A tutaj relacja mojego przyjaciela bajkopisarza Marka vel Guru z tego wyjazdu:
http://kiteguru.pl/?p=3881#more-3881
środa, 10 listopada 2010
Lobitos - Peru
Jak donosi Borówa (na zdjęciu - objeżdża wałek) - w Peru też są dobre spoty. Szczególnie Lobitos - wieczna fala (swell z południa) i wiatr. Wiatr do fali cross-offshore, czyli jak na Mauritiusowym Oneye'u. Za to nie ma rafy, tylko piaseczek na dnie. Może w przyszłym roku się tam wybierzemy?
Mancora dużo słabsza wiatrowo, szególnie na WS'a podobno cienko. Za to w Lobitos na żagle 4.2-4.7. Spanie+żarcie na spocie około 50zł dziennie. Z lotniska dojazd autobusem w wersji sypialnej. Auta nie opłaca się brać, jesli jest się nastawionym w 100% na pływanie.
sobota, 23 października 2010
Mauro - part II cd.
Dalej z Guru kontynuujemy dopołudniowe lekcje na Oneye'u przy wysokim stanie wody. Dzisiaj poszlismy vabank na małym sprzęcie, czyli ja na 4.2 a Guru na 5m2. Przetestowalismy sprzęt w jego dolnym zakresie do bólu na halsówach, ale za to jazda fali na pełnym luzaku bez przeżaglowania w baksztagu się przydaje. Przy za dużej płachcie nie ma jak otworzyć żagla, bo się piana sączy nad nokiem bomu i generalnie miałoby się taki speed, że łatwo o błąd.

Niby fala mała, bo swell ma 60cm, ale jak się wałek zaczyna wypiętrzać przed rafą, to robi się z tego i 2m "dziecięca kolejka wąskotorowa".

Po południu doprawka na Manale, znowu w dolnym zakresie sprzętu, bo już nie mielismy siły się przetaklowywać. Fala już mniej regularna, z powodu braku konkretnego swell'u. Trzeba szukać szkrzętnie potencjalnych górek do jazdy, ale wyczerpują nam sie bateryjki o 16:00. Szczególnie że w nocy nie dali Ruscy pospać, bo urządzili sobie imprezę do 5:30 rano. Dzisiaj osiągnęlismy rekord czasowy stawienia się na spocie, bo już o 10:00 zameldowalismy się na piasku. Normalnie to 11:00 na luzaku.
Niedziela - 2 sesje na Oneye'u na wysokim stanie wody i każda zakończona "aerialkiem". Lip na Oneye'u albo wyrzuca w kosmos, albo zrzuca "ze skały". Jak każdy wytrwany jeździeć zaliczyłem oczywiscie oba warianty, przy czym druga opcja odbyła się tak, że na 4.2 prawie zrobiłem skok o tyczce. Natomiast jesli chodzi o loty to za pierwszym razem nie wiedział o co chodzi, dopóki nie leciałem w powietrzu nad pianą i jako tako wylądowałem. Za drugim lotem to już dosć kontrolowałem i z grubsza wiedziałem, że trzeba wylądować przed pianą, bo inaczej piana wyląduje na mnie. A to wszystko o dziwo na 1-1,5m fali. Na zakończenie przy powrocie z Oneye'a zrobiłem długi hals w ocean, żeby ominąć Szamoo, ale cos źle wycelowałem i na halsie do brzegu zaliczyłem 21cm finem ze 3 razy "znicze olimpijskie" i to nie było już miłe. Następnym razem trzeba to omijać dużym łukiem, gdy idzie niski pływ.
Dzisija na spocie meldujemy się o 13:30 co się okazuję jest idealnym timingiem, bo 5min wczesniej zaczęło wiać ;). Jakies takie przeczucie czy co? Jako że już końcówka wyjazdu i fala poprostu zniknęła, albo jest totalnie nieregularna, co organoleptycznie sprawdzilismy na Oneye'u i Manale, zapodaję kite'a z waveówką i idzie całkiem dobrze na płaskim w lagunie. Wysokosć robię, zwroty bez przestawiania nóg czyli z prawego halsu na lewy i dalej jazda na switchu i potem spowrotem na prawy hals opanowane. W drugą stronę na switchu gdy się jest "goofy" to już masakra. Ale pewnie da się rozkminić temat. Z przestawianiem stóp prawie się udaje, do momentu wyciągnięcia przedniej nogi ze strapa. Ale Guru podpowiedział parę knifów, więc jak będzie warun to postaram się ogarnąć. Generalnie pływanie na wavewóce dosć przyjemne.
Dla chcących posłuchać lokalnych klimatów polecam: Radio Best FM.
Ostatnie 2 dni na kite'a - jeden w Bel Ombre przy czym byłem totalnie zdepowerowany, więc spokojne pływanie na 5.3 by było, ale fala taka nijaka, a potem odcięło wiatr przy plaży. Drugi dzień na "czarnej plaży" przed Le Morne i wiatr z kompletnie drugiej strony, czyli nijak mający się do prognozy (była NE 10-11knt, wiało NW 14-20knt). Wyczekalismy wiatr i o 12 odpaliło. Do 16tej dobre pływanie na 9tkach. Guru w ramach zwiedzania terenu zrobił wycieczkę dookoła wyspy (jakies 3km wysokosci i potem downwind), ja ćwiczyłem w lagunie jazdę tam i nazot normalnie i na switchu. Parę katapek było, jedynie okluary nie wytrzymał nacisku "słupa wody" i się rozdwoiły. A tak się dobrze sprawowały w mielonkach i benc.
To już koniec tego dobrego i wracamy do kraju...

Niby fala mała, bo swell ma 60cm, ale jak się wałek zaczyna wypiętrzać przed rafą, to robi się z tego i 2m "dziecięca kolejka wąskotorowa".

Po południu doprawka na Manale, znowu w dolnym zakresie sprzętu, bo już nie mielismy siły się przetaklowywać. Fala już mniej regularna, z powodu braku konkretnego swell'u. Trzeba szukać szkrzętnie potencjalnych górek do jazdy, ale wyczerpują nam sie bateryjki o 16:00. Szczególnie że w nocy nie dali Ruscy pospać, bo urządzili sobie imprezę do 5:30 rano. Dzisiaj osiągnęlismy rekord czasowy stawienia się na spocie, bo już o 10:00 zameldowalismy się na piasku. Normalnie to 11:00 na luzaku.
Niedziela - 2 sesje na Oneye'u na wysokim stanie wody i każda zakończona "aerialkiem". Lip na Oneye'u albo wyrzuca w kosmos, albo zrzuca "ze skały". Jak każdy wytrwany jeździeć zaliczyłem oczywiscie oba warianty, przy czym druga opcja odbyła się tak, że na 4.2 prawie zrobiłem skok o tyczce. Natomiast jesli chodzi o loty to za pierwszym razem nie wiedział o co chodzi, dopóki nie leciałem w powietrzu nad pianą i jako tako wylądowałem. Za drugim lotem to już dosć kontrolowałem i z grubsza wiedziałem, że trzeba wylądować przed pianą, bo inaczej piana wyląduje na mnie. A to wszystko o dziwo na 1-1,5m fali. Na zakończenie przy powrocie z Oneye'a zrobiłem długi hals w ocean, żeby ominąć Szamoo, ale cos źle wycelowałem i na halsie do brzegu zaliczyłem 21cm finem ze 3 razy "znicze olimpijskie" i to nie było już miłe. Następnym razem trzeba to omijać dużym łukiem, gdy idzie niski pływ.
Dzisija na spocie meldujemy się o 13:30 co się okazuję jest idealnym timingiem, bo 5min wczesniej zaczęło wiać ;). Jakies takie przeczucie czy co? Jako że już końcówka wyjazdu i fala poprostu zniknęła, albo jest totalnie nieregularna, co organoleptycznie sprawdzilismy na Oneye'u i Manale, zapodaję kite'a z waveówką i idzie całkiem dobrze na płaskim w lagunie. Wysokosć robię, zwroty bez przestawiania nóg czyli z prawego halsu na lewy i dalej jazda na switchu i potem spowrotem na prawy hals opanowane. W drugą stronę na switchu gdy się jest "goofy" to już masakra. Ale pewnie da się rozkminić temat. Z przestawianiem stóp prawie się udaje, do momentu wyciągnięcia przedniej nogi ze strapa. Ale Guru podpowiedział parę knifów, więc jak będzie warun to postaram się ogarnąć. Generalnie pływanie na wavewóce dosć przyjemne.
Dla chcących posłuchać lokalnych klimatów polecam: Radio Best FM.
Ostatnie 2 dni na kite'a - jeden w Bel Ombre przy czym byłem totalnie zdepowerowany, więc spokojne pływanie na 5.3 by było, ale fala taka nijaka, a potem odcięło wiatr przy plaży. Drugi dzień na "czarnej plaży" przed Le Morne i wiatr z kompletnie drugiej strony, czyli nijak mający się do prognozy (była NE 10-11knt, wiało NW 14-20knt). Wyczekalismy wiatr i o 12 odpaliło. Do 16tej dobre pływanie na 9tkach. Guru w ramach zwiedzania terenu zrobił wycieczkę dookoła wyspy (jakies 3km wysokosci i potem downwind), ja ćwiczyłem w lagunie jazdę tam i nazot normalnie i na switchu. Parę katapek było, jedynie okluary nie wytrzymał nacisku "słupa wody" i się rozdwoiły. A tak się dobrze sprawowały w mielonkach i benc.
To już koniec tego dobrego i wracamy do kraju...
201010 Pszczynka
Dobra zimowa jazda na Pszczynce
99 lt i spalowane 5,3 oraz 9ka DUDUSIA
Skubaniec DUDUS sobie super radzil na kicie przy megakopach miedzy 15-25kn i w ogole nie rozumiem dlaczego 1 mies. wczesniej nie wyszedl w Wieku...
FOTKI:http://picasaweb.google.com/JPoklopac2/20101022Pszczynka?authkey=Gv1sRgCPSetZue-MHmUQ#5530952660976782130
99 lt i spalowane 5,3 oraz 9ka DUDUSIA
Skubaniec DUDUS sobie super radzil na kicie przy megakopach miedzy 15-25kn i w ogole nie rozumiem dlaczego 1 mies. wczesniej nie wyszedl w Wieku...
FOTKI:http://picasaweb.google.com/JPoklopac2/20101022Pszczynka?authkey=Gv1sRgCPSetZue-MHmUQ#5530952660976782130
piątek, 15 października 2010
Mauro - part II
Spontaniczny wyjazd na Mauro, tym razem w terminie październikowym rozpoczął się w bardzo okrojonym składzie, bo tzw. "pewny" skład postanowił zwiedzać swiat i wybrał spoty w Peru, na które chcą uderzyć w listopadzie.
Jako że jestem zwolnennikiem tego co dobre/sprawdzone i nie mając możliwosci czasowych w listopadzie, ogarnąłem szybko temat z Markiem "Guru" i od 14tego października siedzimy na Mauro. Wstrzelilismy się jak narazie w prognozę maksymalnie, bo przed naszym przyjazdem była 4-5 dniowa dziura, która po wywianiu się układu wyżowego zawsze się pojawia. Standardowy forecast na WG/WF pokazujący 10-11knt ESE/SE przy przypiekającej klarze, daje nam mnożnik x2. Na najbliższe 8-10dni układ ma się dobrze i będzie nam "suszył" w płachtę jak należy - w tym nasza nadzieja ;)
Już na lotnisku spotykamy kilka osób z "wielorybami" w tym Kristin Boese, którą rozpoznaje Guru - jeszcze z czasów WS, jak kupował SurfMagazine ;). Tym razem wzieła WS'a, żeby sobie chyba przypomnieć o co kaman, bo w kite'cie toż to jakas mistrzyni (http://www.kristinboese.com).
Aktualnie mamy zaliczone 2 dzionki pływania. Z tego w pierwszy dzień po przylocie padlismy na pysk i obudzilismy się o 12tej tutejszego czasu, czyli o 10.00 w Ojczyźnie co można porównać do "srednio leniwego spiwora". "Pełna mobilizacja" o 7.00 po przybyciu do apartamentu zamieniła się po przebudzeniu w "o cholera, już 12ta". Na spot przybywamy o 12:30 i od razu atakujemy żywioł. Wiucha 19-22knt więc 5.3 pasuje jak ulał i jak narazie nie wydaje mi się ciężki. Zobaczymy jak będe gadał po popływaniu na 4.2. Pykam 3,5h sesje na Manale, gdzie wkręcam się na maxa w falę i timinig zaczyna być coraz bardziej własciwy. Nawet na byle 1m krawężnikach da się robić cutback za cutbackiem. Guru ćwiczy deseczkę wave'ową North Rocket Fish 5'7" wraz z Ozone C4 9m2, ale narzeka, że ta 9tka za duża na falę, bo sciąga go z deski przy zwrotach. Ja po 3,5h jestem sztetke i uderzam w kocyk. Guru męczy jeszcze drugą sesję zaliczając w ten dzień wszystkie spoty waveowe, włącznie z Oneye'em, bo to na najbliższy tydzień jedyny dzień, gdzie fala ma tam 1,5-2m. Potem wg prognozy będzie tylko większa, duuużo większa i bedzie duży ryzyko utraty sprzętu.
Ja tego dnia rozpoznaję na wodzie inną znakomitosć, bo jak mam nie zauważyć goscia, który obok mnie wali front loopa na 0,5m rampie. Okazuje się że to nasz germański wymiatacz Klaas Voget. Kurna, robi się ostro na wodzie. Trzeba się bardziej starać, żeby nie wyjsć na leszcza.

Drugi dzionek, to już 25knt w podstawie do 30 w szkwałach.
Zanoszę 5.3 na trawkę, ale widzę, że się chyba wydurniam, bo wszystkie pannienki taklują ~4.2. Jako że moja tusza nie odbiega zbytnio do jakiejs tam dziuni, pakuję 4.2 Blade na FireSticka i zapuszczam mu brzucha, żeby nadrobić te kilka moich kilogramów do nich. Tego dnia już zaczynają wchodzić sety z SW, jak prognoza swell'u przepowiadała. Początkowo zabawy na Małym Break'u nadają odpowiedni szlif moim zatokom i płukanie solanką mam zaliczone. Gdzies tam udaje mi się zrobić cos na kształt aeriala, ale to prawdopodobnie tylko w moich wyobrażeniach. Prawda jest taka, że wybijam się z lipa i ląduję przed nim jakie 1,5-2m. Wrażenie niesamowite :)
Druga sesja z Guru na Manale obfituje w niekończące się przejazdy fali, ale też w "pyskówkę" o pierwszeństwo, "falę w mordę" i ucieczkę przed 3m dziadem przez 150m, który smera mnie po nogach.
Zaczynam testować GoProHD i filmy jakosciowo wychodzą naprawdę super. Obróbka materiału HD (nawet 720p) na lapku to dramat, więc składać będę po powrocie (ew. zrobie jakies kilkusekundowe urywki), ale fotek też trochę na wodzie robię w trybie 2sek, więc cos powybieram i powklejam.

Trzeci dzień - przyjechali koledzy z Polski - Piotrek i Tomek. Dzisiaj początkowo 4.2 bo na plaży miernik pokazał 26knt, ale gdy nadciągnęło zachmurzenie, wiatr stał się mało kaloryczny - raz wiało na 4.2 raz na 5.x. Przemęczyłem na 4.2 ile się dało na Małym Break'u, gdzie swell wchodził co kilka minut w wysokosci 2-3m. Na drugą sesję na Manawe wziąłem 5.3 i Guru swoje C4 9m2 i to był strzał w dziesiątkę, bo zrobiło się tam 16-18knt i sporo gosci odpusciło. Jako że Poklopac kazał się integrować z Klassem, to miałem dzisiaj okazję nawet jechać wspólnie jedną falę z Vogetem. Na powyższym zdjęciu złapałem Klassa przy batonie. Potem gosć pokombinował i zrobił cos jakby 360 w tubie, gdzie os obrotu była w poziomie. Jednak fala go połknęła i było pewne, że cos/ktos oberwał. Lanie dostał srogie od 5 metrowego trolejbusu (w tych 5m zmiescił się ze swoim masztem idealnie do góry nogami, ale fala się zawaliła. Sprzęt przeżył, ale miszczu sobie nogę przeciął o fina. Podpłynąłem/zapytałem, pomoc była w drodze, ale z 0,5h dryfował na desce z Manawy, aż się dostał w prąd kanału. Tam zebrała go motorówka. Generalnie słaby wiatr na Manale zapodał mega gładką powierzchnię do jazdy z fali i między falami. Ostatnia godzina to spot dla 5-8 gosci. Spłnęlismy dopiero o 18.30 ze spotu jako ostatni. Coraz lepszy timing w jeździe popłaca. Miałem też okazję oglądać z bliska radykalną jazdę wave w wykonaniu kolegi Klassa, ale nie poznałem goscia po twarzy. To już była rutyna - gosć robił co chciał, jadąc na grzywaczu na lipie czekał aż się zbuduje pod nim do min. 3 m, bo z mniejszej pewnie za mały speed by miał i nie wykręcił by radykalnego batona i potem cutbacka. Robi wrażenie.


Dzisiaj po rozmowie z kolegą Francuzem na plaży w końcu dowiedziałem się, ktoż to jeszcze wczoraj ujeżdżał Manawę. Victor Fernandez, Marcillo Brown oraz Sebastian Wenzel we własnych osobach - dobrze że nie wiedziałem, komu zabieram falę bo bym się spinał, a tak jechałem swoje ;) Fakt, że nawet kilka razy zabrałem "trolejbus" nieetycznie, ale miszcze odpuszczali, hehe. Dzisiaj natomiast dzień na 5.3, bo trochę zachmurzenia rozbrajało wzmocnienie wiatru. 2 sesje na Manale - poranna w srednim natłoku, wieczorna przy 5-6 osobach i na szczęscie wcelowalismy z powrotem, bo kolega Francuz "zamknął drzwi i wyrzucił klucz" na fali 15 min później, ale za to kosztowało go to 1h dryfu na 5.0 przy 8-10knt z walącymi się 1,5m falkami na plecy. Będzie gosć dobrze dzisiaj spał. Coraz bardziej polubiam 5.3 nawet po przepływaniu całego dnia na 4.2 dobrze strymowany S-1 działa jak włącz/wyłącz.


Już powoli literka "e" odpada mi od bomu i myslę, że do końca wyjazdu napewno odleci ;)

Powyżej "dziad" nalewa mi sie do żagla przy spóźnionym cutbacku. Praca żagla jakby trochę inna.

Dzisiaj zaczął zawiewać wiatr ze wschodu i do 12tej nie było nic na wodzie. Guru wypatrzył wiatr pareset metrów od brzegu, nabimbał 9tkę, zrobił wysokosć na plaży i dojechał jednym halsem na Manawę. Trudno zostawić kolegę samego na spocie, więc zapodałem 5.3 i również "na halabardę" dojechałem do niego. Mielismy spot dla nas dwóch przez prawie godzinę, zanim reszta na brzegu się otrząsnęła ze zdziwienia, że wogóle da się pływać, a mysmy tam jeździli w slizgu na halsie i falę na powrocie na okrągło ;). Potem Markowi zrobiło się dużo na 9tce i zjechał na kocyk oraz zmienić szmatkę. Ja pociągnąłem po bomie i jeszcze jakos ogarniałem jazdę, ale trzeba było kłasć pędnik jak cholera, a jazda z fali w początkowej fazie w pełnym furkocie żagla w linii wiatru. Lekko przeżaglowany wróciłem do brzegu, bo pociągniecie po maszcie na wodzie nie wchodziło w grę - wszystko rozpływa się w różnych kierunkach i potem się tego nie połapie.

Po południu Guru wyszedł na 5tce a ja zanim dopłynąłem do Manawy, to już go nie widziałem, co było trochę dziwne. Jak się później okazało miał mały zonk. Jako że jeździł mało agresywnie falę, to mu ciągle gadałem, żeby zaczął łapać bardziej radykalnie lipa co też zaczął wdrażać w życie, ale którys lip się wziął i rypsnął - skotłowało go, latawiec spadł do wody, przypadkowo go odpiął i w ten oto sposób został bez sprzętu, bo brak deski wave'owej po mielonce to normalka, ale brak latawca, to już daje do myslenia.
Generalnie ekipa na spocie stanęła na wysokosci zadania i jeden gosć przywiózł mu deskę, laska dociągnęła kawałek do innego goscia, który złapał jego latawiec. Gostek przekazał kite'a totalnie poplątanego i zapytał czy wezwać rescue, na co Guru tym razem wymiękł i nie przeszło mu przez gardło "no help" ;)
Skończyło się szczęsliwie, bo wszyscy na spocie są czujni, a Guru przeprosił się od dzisiaj z leashem do deski.

Żeby nie psuć naszych nastrojów, wiatr nie odpuszcza - fakt, że trzeba jechać do Bel Ombre, bo minimalna odchyłka na ENE i w Le Morne mamy wiatr z "dupy strony", albo wcale. Natomiast w tym samym czasie w Bel Ombre wczoraj pływanie na spałowanym 5.3 przez ponad 3,5h, aż niski pływ zaczął dawać o sobie znać, szczególnie przy powrocie przez rafę. Trzeba było kombinować z jazdą przez całą rafę (50m) na 15-20cm "krawężniku", żeby nie przyhaczyć finem 23cm. Ewentualnie w butach da się przejsć przez rafę, co praktykowałem w zeszłym roku - tam nie jest ona ostra. Fala w Bel Ombre nie jest może rewelacyjna, ale 2-3m "piramidy" chodzą i przy odrobinie refleksu da się złapać ze 2-3 cutbacki. Przy okazji zapodalismy lokalną zupkę i znajomej pani.
Dzisiaj rano w Le Morne na plaży mielismy 16-20knt, więc Guru odpalił 9tkę i jakos dopłynął daleko za Mały Break. W tym czasie na Manale z 15 kiteów. No to otaklowałem 5.3 i ruszyłem w tamtym kierunku. W połowie laguny siadło do zera. Wszystkie kite'y pospadały. Guru powahlował jeszcze z 5 minut i też poległ. Ja zacząłem sobie wracać te 200m na piechotę, ale na Manale zaczęły się "łowy za kasę". Rescue i rybacy prawie że licytowali się na wodzie za ile zabiorą rozbitków ;) Żartuję, każdy miał swój rewir, więc każdy się "obłowił w złote rybki". Guru został podjęty przez rybaka i jakos wytargował 35E za prawie 2km zwózki, bo tyle go wyniosło. Ale idąc za ciosem, stwierdził, że nie ma co siedzieć na plaży, tylko jedziemy do Bel Ombre.
Ja byłem srednio skory do jazdy tam, ale na "zupkę z pulletami" zawsze jestem chętny. Na miejscu się okazało, że jest pływanie na 4.2 i 5m latawce. Normalnie szok na maxa. Także kolejny dzień pykania fal zaliczony, a niby od jutra dobry forecast. Obaczym. Własnie skończyłem naprawiać przyjacielowi Francuzowi Fanatica NewWare 81l, bo walną go z pięty w pokład pomiędzy dziobem, a stopą masztu. Suszarka+plastelinka epoxy M2+2 piwa Phoenix i trzyma jak skała ;) Ale widać, że mała waga nie popłaca.
A o samym naszym przyjacielu Franzucie, to napiszę osobną historię, bo dostarcza nam niezłych opowiesci...
Oneye:


Dzisiaj mam przełom - bo tak już naciska Poklopac i reszta ;) Za namową Guru i po przeanalizowaniu pływów i wielkosci fali - startuję na Oneye'a na 5.3. Fala 1-2m, więc może nie będzie hardcoru. Jazda fali offshorowej to kompletnie inny sposób domykania pędnika. Do tego szybkosć łamania fali jest oszałamiająca, co już dzisiaj udało mi się zweryfikować dobrym laniem, które nadeszło niespodziewanie wraz z 1,5m wałkiem.
Pełne akwarium z kolorową rafą podczas cięcia gładkiej wody potęguje doznania. Ale nie wyobrażam sobie narazie jeżdżenia tam przy 2-3m i niskim pływie. Wtedy to tam jest naprawdę 15-20cm wody. Dzisiaj było do pasa i że tak powiem, można to jakos przeżyć ;) Przy niskim stanie ludki tam używają twinserów/thrusterów/quadów. Ale ceny jak narazie kosmiczne. Trza poczekać. Po południu szybka sesja na 4.2 na Manale jednoczesnie z szybką ewakuacją, bo zaczęło siadać. Ponowna zmiana żagla na 5.3 i wtedy na Manale jest już akurat.
A na koniec dnia odkryłem, że ktos zarąbał mi 3-letnie wyslizgane klapki i od dzisiaj poruszam się po wyspie na bosaka. No może do jutra, gdy skoczę do sklepu nabyć jakies kolejne, bo w pełnych butach to tutaj nie da się wytrzymać.

Jako że jestem zwolnennikiem tego co dobre/sprawdzone i nie mając możliwosci czasowych w listopadzie, ogarnąłem szybko temat z Markiem "Guru" i od 14tego października siedzimy na Mauro. Wstrzelilismy się jak narazie w prognozę maksymalnie, bo przed naszym przyjazdem była 4-5 dniowa dziura, która po wywianiu się układu wyżowego zawsze się pojawia. Standardowy forecast na WG/WF pokazujący 10-11knt ESE/SE przy przypiekającej klarze, daje nam mnożnik x2. Na najbliższe 8-10dni układ ma się dobrze i będzie nam "suszył" w płachtę jak należy - w tym nasza nadzieja ;)
Już na lotnisku spotykamy kilka osób z "wielorybami" w tym Kristin Boese, którą rozpoznaje Guru - jeszcze z czasów WS, jak kupował SurfMagazine ;). Tym razem wzieła WS'a, żeby sobie chyba przypomnieć o co kaman, bo w kite'cie toż to jakas mistrzyni (http://www.kristinboese.com).
Aktualnie mamy zaliczone 2 dzionki pływania. Z tego w pierwszy dzień po przylocie padlismy na pysk i obudzilismy się o 12tej tutejszego czasu, czyli o 10.00 w Ojczyźnie co można porównać do "srednio leniwego spiwora". "Pełna mobilizacja" o 7.00 po przybyciu do apartamentu zamieniła się po przebudzeniu w "o cholera, już 12ta". Na spot przybywamy o 12:30 i od razu atakujemy żywioł. Wiucha 19-22knt więc 5.3 pasuje jak ulał i jak narazie nie wydaje mi się ciężki. Zobaczymy jak będe gadał po popływaniu na 4.2. Pykam 3,5h sesje na Manale, gdzie wkręcam się na maxa w falę i timinig zaczyna być coraz bardziej własciwy. Nawet na byle 1m krawężnikach da się robić cutback za cutbackiem. Guru ćwiczy deseczkę wave'ową North Rocket Fish 5'7" wraz z Ozone C4 9m2, ale narzeka, że ta 9tka za duża na falę, bo sciąga go z deski przy zwrotach. Ja po 3,5h jestem sztetke i uderzam w kocyk. Guru męczy jeszcze drugą sesję zaliczając w ten dzień wszystkie spoty waveowe, włącznie z Oneye'em, bo to na najbliższy tydzień jedyny dzień, gdzie fala ma tam 1,5-2m. Potem wg prognozy będzie tylko większa, duuużo większa i bedzie duży ryzyko utraty sprzętu.
Ja tego dnia rozpoznaję na wodzie inną znakomitosć, bo jak mam nie zauważyć goscia, który obok mnie wali front loopa na 0,5m rampie. Okazuje się że to nasz germański wymiatacz Klaas Voget. Kurna, robi się ostro na wodzie. Trzeba się bardziej starać, żeby nie wyjsć na leszcza.
Drugi dzionek, to już 25knt w podstawie do 30 w szkwałach.
Zanoszę 5.3 na trawkę, ale widzę, że się chyba wydurniam, bo wszystkie pannienki taklują ~4.2. Jako że moja tusza nie odbiega zbytnio do jakiejs tam dziuni, pakuję 4.2 Blade na FireSticka i zapuszczam mu brzucha, żeby nadrobić te kilka moich kilogramów do nich. Tego dnia już zaczynają wchodzić sety z SW, jak prognoza swell'u przepowiadała. Początkowo zabawy na Małym Break'u nadają odpowiedni szlif moim zatokom i płukanie solanką mam zaliczone. Gdzies tam udaje mi się zrobić cos na kształt aeriala, ale to prawdopodobnie tylko w moich wyobrażeniach. Prawda jest taka, że wybijam się z lipa i ląduję przed nim jakie 1,5-2m. Wrażenie niesamowite :)
Druga sesja z Guru na Manale obfituje w niekończące się przejazdy fali, ale też w "pyskówkę" o pierwszeństwo, "falę w mordę" i ucieczkę przed 3m dziadem przez 150m, który smera mnie po nogach.
Zaczynam testować GoProHD i filmy jakosciowo wychodzą naprawdę super. Obróbka materiału HD (nawet 720p) na lapku to dramat, więc składać będę po powrocie (ew. zrobie jakies kilkusekundowe urywki), ale fotek też trochę na wodzie robię w trybie 2sek, więc cos powybieram i powklejam.

Trzeci dzień - przyjechali koledzy z Polski - Piotrek i Tomek. Dzisiaj początkowo 4.2 bo na plaży miernik pokazał 26knt, ale gdy nadciągnęło zachmurzenie, wiatr stał się mało kaloryczny - raz wiało na 4.2 raz na 5.x. Przemęczyłem na 4.2 ile się dało na Małym Break'u, gdzie swell wchodził co kilka minut w wysokosci 2-3m. Na drugą sesję na Manawe wziąłem 5.3 i Guru swoje C4 9m2 i to był strzał w dziesiątkę, bo zrobiło się tam 16-18knt i sporo gosci odpusciło. Jako że Poklopac kazał się integrować z Klassem, to miałem dzisiaj okazję nawet jechać wspólnie jedną falę z Vogetem. Na powyższym zdjęciu złapałem Klassa przy batonie. Potem gosć pokombinował i zrobił cos jakby 360 w tubie, gdzie os obrotu była w poziomie. Jednak fala go połknęła i było pewne, że cos/ktos oberwał. Lanie dostał srogie od 5 metrowego trolejbusu (w tych 5m zmiescił się ze swoim masztem idealnie do góry nogami, ale fala się zawaliła. Sprzęt przeżył, ale miszczu sobie nogę przeciął o fina. Podpłynąłem/zapytałem, pomoc była w drodze, ale z 0,5h dryfował na desce z Manawy, aż się dostał w prąd kanału. Tam zebrała go motorówka. Generalnie słaby wiatr na Manale zapodał mega gładką powierzchnię do jazdy z fali i między falami. Ostatnia godzina to spot dla 5-8 gosci. Spłnęlismy dopiero o 18.30 ze spotu jako ostatni. Coraz lepszy timing w jeździe popłaca. Miałem też okazję oglądać z bliska radykalną jazdę wave w wykonaniu kolegi Klassa, ale nie poznałem goscia po twarzy. To już była rutyna - gosć robił co chciał, jadąc na grzywaczu na lipie czekał aż się zbuduje pod nim do min. 3 m, bo z mniejszej pewnie za mały speed by miał i nie wykręcił by radykalnego batona i potem cutbacka. Robi wrażenie.


Dzisiaj po rozmowie z kolegą Francuzem na plaży w końcu dowiedziałem się, ktoż to jeszcze wczoraj ujeżdżał Manawę. Victor Fernandez, Marcillo Brown oraz Sebastian Wenzel we własnych osobach - dobrze że nie wiedziałem, komu zabieram falę bo bym się spinał, a tak jechałem swoje ;) Fakt, że nawet kilka razy zabrałem "trolejbus" nieetycznie, ale miszcze odpuszczali, hehe. Dzisiaj natomiast dzień na 5.3, bo trochę zachmurzenia rozbrajało wzmocnienie wiatru. 2 sesje na Manale - poranna w srednim natłoku, wieczorna przy 5-6 osobach i na szczęscie wcelowalismy z powrotem, bo kolega Francuz "zamknął drzwi i wyrzucił klucz" na fali 15 min później, ale za to kosztowało go to 1h dryfu na 5.0 przy 8-10knt z walącymi się 1,5m falkami na plecy. Będzie gosć dobrze dzisiaj spał. Coraz bardziej polubiam 5.3 nawet po przepływaniu całego dnia na 4.2 dobrze strymowany S-1 działa jak włącz/wyłącz.


Już powoli literka "e" odpada mi od bomu i myslę, że do końca wyjazdu napewno odleci ;)

Powyżej "dziad" nalewa mi sie do żagla przy spóźnionym cutbacku. Praca żagla jakby trochę inna.

Dzisiaj zaczął zawiewać wiatr ze wschodu i do 12tej nie było nic na wodzie. Guru wypatrzył wiatr pareset metrów od brzegu, nabimbał 9tkę, zrobił wysokosć na plaży i dojechał jednym halsem na Manawę. Trudno zostawić kolegę samego na spocie, więc zapodałem 5.3 i również "na halabardę" dojechałem do niego. Mielismy spot dla nas dwóch przez prawie godzinę, zanim reszta na brzegu się otrząsnęła ze zdziwienia, że wogóle da się pływać, a mysmy tam jeździli w slizgu na halsie i falę na powrocie na okrągło ;). Potem Markowi zrobiło się dużo na 9tce i zjechał na kocyk oraz zmienić szmatkę. Ja pociągnąłem po bomie i jeszcze jakos ogarniałem jazdę, ale trzeba było kłasć pędnik jak cholera, a jazda z fali w początkowej fazie w pełnym furkocie żagla w linii wiatru. Lekko przeżaglowany wróciłem do brzegu, bo pociągniecie po maszcie na wodzie nie wchodziło w grę - wszystko rozpływa się w różnych kierunkach i potem się tego nie połapie.

Po południu Guru wyszedł na 5tce a ja zanim dopłynąłem do Manawy, to już go nie widziałem, co było trochę dziwne. Jak się później okazało miał mały zonk. Jako że jeździł mało agresywnie falę, to mu ciągle gadałem, żeby zaczął łapać bardziej radykalnie lipa co też zaczął wdrażać w życie, ale którys lip się wziął i rypsnął - skotłowało go, latawiec spadł do wody, przypadkowo go odpiął i w ten oto sposób został bez sprzętu, bo brak deski wave'owej po mielonce to normalka, ale brak latawca, to już daje do myslenia.
Generalnie ekipa na spocie stanęła na wysokosci zadania i jeden gosć przywiózł mu deskę, laska dociągnęła kawałek do innego goscia, który złapał jego latawiec. Gostek przekazał kite'a totalnie poplątanego i zapytał czy wezwać rescue, na co Guru tym razem wymiękł i nie przeszło mu przez gardło "no help" ;)
Skończyło się szczęsliwie, bo wszyscy na spocie są czujni, a Guru przeprosił się od dzisiaj z leashem do deski.

Żeby nie psuć naszych nastrojów, wiatr nie odpuszcza - fakt, że trzeba jechać do Bel Ombre, bo minimalna odchyłka na ENE i w Le Morne mamy wiatr z "dupy strony", albo wcale. Natomiast w tym samym czasie w Bel Ombre wczoraj pływanie na spałowanym 5.3 przez ponad 3,5h, aż niski pływ zaczął dawać o sobie znać, szczególnie przy powrocie przez rafę. Trzeba było kombinować z jazdą przez całą rafę (50m) na 15-20cm "krawężniku", żeby nie przyhaczyć finem 23cm. Ewentualnie w butach da się przejsć przez rafę, co praktykowałem w zeszłym roku - tam nie jest ona ostra. Fala w Bel Ombre nie jest może rewelacyjna, ale 2-3m "piramidy" chodzą i przy odrobinie refleksu da się złapać ze 2-3 cutbacki. Przy okazji zapodalismy lokalną zupkę i znajomej pani.
Dzisiaj rano w Le Morne na plaży mielismy 16-20knt, więc Guru odpalił 9tkę i jakos dopłynął daleko za Mały Break. W tym czasie na Manale z 15 kiteów. No to otaklowałem 5.3 i ruszyłem w tamtym kierunku. W połowie laguny siadło do zera. Wszystkie kite'y pospadały. Guru powahlował jeszcze z 5 minut i też poległ. Ja zacząłem sobie wracać te 200m na piechotę, ale na Manale zaczęły się "łowy za kasę". Rescue i rybacy prawie że licytowali się na wodzie za ile zabiorą rozbitków ;) Żartuję, każdy miał swój rewir, więc każdy się "obłowił w złote rybki". Guru został podjęty przez rybaka i jakos wytargował 35E za prawie 2km zwózki, bo tyle go wyniosło. Ale idąc za ciosem, stwierdził, że nie ma co siedzieć na plaży, tylko jedziemy do Bel Ombre.
Ja byłem srednio skory do jazdy tam, ale na "zupkę z pulletami" zawsze jestem chętny. Na miejscu się okazało, że jest pływanie na 4.2 i 5m latawce. Normalnie szok na maxa. Także kolejny dzień pykania fal zaliczony, a niby od jutra dobry forecast. Obaczym. Własnie skończyłem naprawiać przyjacielowi Francuzowi Fanatica NewWare 81l, bo walną go z pięty w pokład pomiędzy dziobem, a stopą masztu. Suszarka+plastelinka epoxy M2+2 piwa Phoenix i trzyma jak skała ;) Ale widać, że mała waga nie popłaca.
A o samym naszym przyjacielu Franzucie, to napiszę osobną historię, bo dostarcza nam niezłych opowiesci...
Oneye:


Dzisiaj mam przełom - bo tak już naciska Poklopac i reszta ;) Za namową Guru i po przeanalizowaniu pływów i wielkosci fali - startuję na Oneye'a na 5.3. Fala 1-2m, więc może nie będzie hardcoru. Jazda fali offshorowej to kompletnie inny sposób domykania pędnika. Do tego szybkosć łamania fali jest oszałamiająca, co już dzisiaj udało mi się zweryfikować dobrym laniem, które nadeszło niespodziewanie wraz z 1,5m wałkiem.
Pełne akwarium z kolorową rafą podczas cięcia gładkiej wody potęguje doznania. Ale nie wyobrażam sobie narazie jeżdżenia tam przy 2-3m i niskim pływie. Wtedy to tam jest naprawdę 15-20cm wody. Dzisiaj było do pasa i że tak powiem, można to jakos przeżyć ;) Przy niskim stanie ludki tam używają twinserów/thrusterów/quadów. Ale ceny jak narazie kosmiczne. Trza poczekać. Po południu szybka sesja na 4.2 na Manale jednoczesnie z szybką ewakuacją, bo zaczęło siadać. Ponowna zmiana żagla na 5.3 i wtedy na Manale jest już akurat.
A na koniec dnia odkryłem, że ktos zarąbał mi 3-letnie wyslizgane klapki i od dzisiaj poruszam się po wyspie na bosaka. No może do jutra, gdy skoczę do sklepu nabyć jakies kolejne, bo w pełnych butach to tutaj nie da się wytrzymać.

środa, 13 października 2010
Mega kompozycja DUDUSIA z wypadu do KREPTITZ 2010_09
Ujawnil sie nowy talent DUDUSIA. Poza jazda na wsie i kite'cie montaz filmowy to jego drugie ja. Polecam jako najlepszy filmik ws roku panskiego.
http://www.facebook.com/video/video.php?v=120916294631774
pzdr
jp
http://www.facebook.com/video/video.php?v=120916294631774
pzdr
jp
sobota, 9 października 2010
Ostry - MTB
Wycieczka na Ostry i Javorovy.
Testy GoProHD i różnych mocowań.
Generalnie mocowanie do amora nie ma sensu, bo kamera rejestruje wszystkie kapy, jakie dostaje koło przed zamortyzowaniem.
Dobrze sprawdza się na mostku, sztycy, kasku (bok/przód/tył). Do mojego kachola chyba najpewniej trzyma się z boku. Na górze mam "garb" więc uchwyt nie przylega idealnie.
Lubi światło, a w lesie raczej ciemnawo.
Najlepiej filmować w 720p i 50fps - można wtedy pobawić się przy obróbce w efekty slow-motion, co w kilku miejscach widać na załączonym filmiku.
Wyższe rozdzielczosci mają widok w obszarze 127stopni, natomiast przy 720p mamy 170stopni.
piątek, 8 października 2010
Surf w Irlandii
Jakby komus były małe fale lokalnie na Bałtyku, to już w Irlandii chodzą konkrety (z kiteforum.pl):
http://www.kiteforum.pl/forum/viewtopic.php?f=7&t=32880&start=0&sid=2d82bf545889aa94700264b5f2e7ad0f
http://www.kiteforum.pl/forum/viewtopic.php?f=7&t=32880&start=0&sid=2d82bf545889aa94700264b5f2e7ad0f
poniedziałek, 27 września 2010
Fotki z RUJANY czyli RUGII kolegow z CZ
Otrzymalem linka do fot znajomych z CZ:
http://78.108.103.12/pic/Rujana/2010-09/index.html
Polecam szczegolnie z waveridingu. Mozna przeanalizowac jak nalezy jezdzic te fale przy SSW w Kreptitz. Z fot wynika ze w wielu przypadkach zagiel nie sluzy do czekolwiek poza utrzymywaniem rownowagi i kolesie jezdza jak na surfie...Pozycje switch stance sa calkiem normalne z dodatkiem rogu szotowego do przodu.
Ta sekwencja jest dobra:
http://78.108.103.12/pic/Rujana/2010-09/050-DSC_3457.JPG.medium.jpeg
i dalej w prawo jakleca foty.
http://78.108.103.12/pic/Rujana/2010-09/index.html
Polecam szczegolnie z waveridingu. Mozna przeanalizowac jak nalezy jezdzic te fale przy SSW w Kreptitz. Z fot wynika ze w wielu przypadkach zagiel nie sluzy do czekolwiek poza utrzymywaniem rownowagi i kolesie jezdza jak na surfie...Pozycje switch stance sa calkiem normalne z dodatkiem rogu szotowego do przodu.
Ta sekwencja jest dobra:
http://78.108.103.12/pic/Rujana/2010-09/050-DSC_3457.JPG.medium.jpeg
i dalej w prawo jakleca foty.
niedziela, 26 września 2010
piątek, 24 września 2010
Dzieckowice 201009kiedys tam
Zalaczam kilka fotek z dobrego plywania na Dzieckach : SSW i SW 20C 15-25kn idealny wiatr na 99 lt i4,7 JA lub 84 i 5,3 a potem 4,2 Peter. Zdazylem rowniez przetestowac nowego BOXERA 6,2 ktorego wszystkim polecam bo chodzi nawet z 84 Petera.
Reszta fotek na:
http://www.sestluve.beep.pl/ALBUMY/Windsurfing%202010/2010%20Dzieckowice/index.html
![]() |
| Zgrabna pupeczka FLAKONA na kaczym zwrocie |
Reszta fotek na:
http://www.sestluve.beep.pl/ALBUMY/Windsurfing%202010/2010%20Dzieckowice/index.html
poniedziałek, 20 września 2010
Kreptitz - oszukac przeznaczenie VOL II
Tym razem byl full hardcore - wyjacy wicher, latawce na drzewach, zamnkiety czeski pies w namiocie, grappa w vanie, "lochy - kioski - maciory" na morzu, do tego woda mielona po glowie z 2m, zamykajace sie rulony etc
4,0 dla mnie, 4,5 Marcin, 4,2 Dudus i 3,7 Flakon o wiele za duzo
W podstawie jakies 30kn peaki do ???hgw ilu.
Dalismy rade mysle wyciagajac wnioski po piatku pozwalalismy sobie juz w sobote na skoki na zewn. halsie w Kreptitz. Raz wyskoczylem przed samym zamknieciem sie rulona, policzylem do 4, popatrezylem w dol na Marcina na fali obok i wyladowalem na biegu wstecznym miekko na finie - dla tego jumpu warto bylo tam jechac!!! Marcin mowil ze bylo z 8m czyli bylo 3-4 bo on jak zwykle przesadza.
Po tym jumpie rozlaczylo mnie calkiem ze sprzetem bo przyszla mielona z lochy i trojkat rownoramienny o boku 500m zostal znowu zaliczony.
Jak wszkoczylismy wieczorem na zatoke gdy wialo w podstawie >32kn i taklowalem 3,7 od Flakona goscie z Czech rzekli: to je maks na pet minut moze desat ...
Zdjecia na szybko:
http://www.sestluve.beep.pl/ALBUMY/Windsurfing%202010/2010_09%20Kreptitz%20II/slides/IMG_0518.html
Mysle ze trzeba to bedzie powtorzyc bo tak zacny wpie..l to w tych czasach rzadkosc!!!
4,0 dla mnie, 4,5 Marcin, 4,2 Dudus i 3,7 Flakon o wiele za duzo
W podstawie jakies 30kn peaki do ???hgw ilu.
| Flakon na katbeku |
Po tym jumpie rozlaczylo mnie calkiem ze sprzetem bo przyszla mielona z lochy i trojkat rownoramienny o boku 500m zostal znowu zaliczony.
Jak wszkoczylismy wieczorem na zatoke gdy wialo w podstawie >32kn i taklowalem 3,7 od Flakona goscie z Czech rzekli: to je maks na pet minut moze desat ...
Zdjecia na szybko:
http://www.sestluve.beep.pl/ALBUMY/Windsurfing%202010/2010_09%20Kreptitz%20II/slides/IMG_0518.html
Mysle ze trzeba to bedzie powtorzyc bo tak zacny wpie..l to w tych czasach rzadkosc!!!
środa, 15 września 2010
JP 93LT STAN BDB OD PETERA POLECAM!!!
ALLEGRO: http://allegro.pl/item1231447532.html
Sprzedam deskę windsurfingową JP Super-X 93, długość 255cm, szer 59,5cm , wyporność 93 litry.
Bardzo przyjemna deska na szeroki zakres warunków zafalowania i siły wiatru.Pływałem na niej od 4 do 7 bft, na żaglach 4.2 do 6.4m2. Szybko wchodzi w ślizg i całkiem dobrze daje sobie radę przy średniej wielkości falkach.
Deska w stanie bdb, nosi normalne ślady użytkowania (zarysowania i przetarcia naklejek), nie wiem jak poprzedni właściciel ale ja nie dokonywałem w niej żadnych napraw. Cały pokład twardy, antypoślizg w bdb stanie. W komplecie strapy i oryginalny statecznik Carve 29.
Ze względu na długość odbiór osobisty lub kupujący organizuje transport.
W sprawie szczegółowych informacji proszę dzwonić 695-543-014 lub mail piotrt@dd.com.pl
Sprzedam deskę windsurfingową JP Super-X 93, długość 255cm, szer 59,5cm , wyporność 93 litry.
Bardzo przyjemna deska na szeroki zakres warunków zafalowania i siły wiatru.Pływałem na niej od 4 do 7 bft, na żaglach 4.2 do 6.4m2. Szybko wchodzi w ślizg i całkiem dobrze daje sobie radę przy średniej wielkości falkach.
Deska w stanie bdb, nosi normalne ślady użytkowania (zarysowania i przetarcia naklejek), nie wiem jak poprzedni właściciel ale ja nie dokonywałem w niej żadnych napraw. Cały pokład twardy, antypoślizg w bdb stanie. W komplecie strapy i oryginalny statecznik Carve 29.
Ze względu na długość odbiór osobisty lub kupujący organizuje transport.
W sprawie szczegółowych informacji proszę dzwonić 695-543-014 lub mail piotrt@dd.com.pl
wtorek, 14 września 2010
Fotki VIGANJ 2010
Wrzucilem kilkadziesiat fot z VIGANJ:
Windsurfing ogolnie: http://www.sestluve.beep.pl/ALBUMY/Windsurfing%202010/2010%20Viganj/Windsurfing/index.html
i kilka fot z regat ICAF formuly:
http://www.sestluve.beep.pl/ALBUMY/Windsurfing%202010/2010%20Viganj/Regaty%20ICAF%20formula/index.html
Windsurfing ogolnie: http://www.sestluve.beep.pl/ALBUMY/Windsurfing%202010/2010%20Viganj/Windsurfing/index.html
i kilka fot z regat ICAF formuly:
http://www.sestluve.beep.pl/ALBUMY/Windsurfing%202010/2010%20Viganj/Regaty%20ICAF%20formula/index.html
![]() |
| Cypel pomiedzy KUCISTE VIGANJ przy BURJI |
2010 Kreptitz 5-6 BFT Sierpien
| SW wchodzi idealnie po sideshore z lewej |
5 dniowy wyjazd Kreptitz - Dranske-Wiek z ns warunkami wiatrowymi:
1 dzien DOJAZD:1 dzien dojazdowy : wyjazd 6:00 Gliwice dojazd 13:30 Kreptitz potem na 87 i 5,3 ale duzo za malo ciagu wiec nauka trojkatow po plazy 16:00 - 20:00 Kreptitz
2 dzien DEBIUT DAY: 1szy normalny bum&jump Baltic wave dla mnie dzien na 87 i 4,7 8:00-16:00 Kreptitz i 17:00-20:00 Wiek na 87 i 5,3 - przy mojej wadze mialem najmniejszy zagielek i najwieksza deske na spocie , wiekszosc na quadach z kilkoma finami i deskami w zakresie 70-80lt przy wadze ok80kg, zagle od 4,7 do 5,3. Rano przy SW super fala jak na focie powyzej potem fala siadla. Z opinii lokalsow Kreptitz potrzebuje powyzej 25kn z SW aby porzadnie rozbudowac fale. Jezeli sie przelozy na W to jest super do skokow (foty ponizej) ale gorzej dla tych co jezdza z fala. Bardzo ciepla woda -21C = temp powietrza, piekne slonce , wiatr w zakresie 4,7= idealny dzien
| Backloop 1 z wielu |
3 dzien laby na minimurs kite'a w WIEKu (bez powodzenia start na desce) , degustacje czeskich trunkow i zakup normalnego lozka pompowanego; do tego wizyta w megadrogo wygladajcej pizzerii w porcie Wieku - pizza za 4,5 EUR
4 dzien 87 i 6,2 Dranske od strony morza od samej bramy na BUG -dziurawy wiatr na BOXERZe, mocno zmienny od 12-18kn. idealny na trenazera kitea 2m2. W Wieku lipa i masa ludzi a tu kameralnie w 3,4 ws i 3 kitey na morzu; uklad bezpieczny bo wiatr wchodzi sideonshore z lewej a po prawej jest bezpieczna zatoczka az do kempingu w Dranske ok2km od pkt startowego.
5 dzien 99 i 5,3 Dranske od strony morza od samej bramy na BUG 8:11 rano potem zawijka na matjasy w knajpce w Wieku po 1,5EUR sztuka i 19:00 Gliwitz
FOTKI:
http://www.sestluve.beep.pl/ALBUMY/Windsurfing%202010/2010%20Kreptitz/index.html
niedziela, 5 września 2010
F2 Maui Project 81l na sprzedaż
![]() |
| Od F2 Maui Project |
http://allegro.pl/show_item.php?item=1242243327
Może ktos przyjmie w dobre ręce?
450zł z pokrowcem. Dobry sprzęt.
czwartek, 2 września 2010
Fotki LIFESTYLE VIGANJ 2010
Wrzucilem kilkadziesiat fotek z rodzaju LIFESTYLE do mojego albumu z rodzinnego wyjazdu do VIGANJ lub LIGANJ jak twierdzi moja cora.
http://www.sestluve.beep.pl/ALBUMY/Windsurfing%202010/2010%20Viganj/Varie/index.html
Wyjatkowo udany wyjazd wiatrowo w tym roku ale fotek z WS jeszcze nie zdazylem spreparowac. Na 10 dni pobytu:
Inne uwagi:
W miare czasu wolnego dorzuce reszte tematycznie
pzdr
jaco
http://www.sestluve.beep.pl/ALBUMY/Windsurfing%202010/2010%20Viganj/Varie/index.html
Wyjatkowo udany wyjazd wiatrowo w tym roku ale fotek z WS jeszcze nie zdazylem spreparowac. Na 10 dni pobytu:
- 1 dzien w trakcie dojazdu na 99lt (potem 69) i 4,0 - neusiedler ok. 30-35kn NNW 2-3 godziny
- 1 dzien tramontany (tez NNW) calodniowej od 11-22 w Viganj na 4,7
- 2 dni na 5,3 w stylu poczatek na 6,4 12-16 (2-3h ) i zmiana od 16-19 na 5,3
- 1 dzien ciezko sklasyfikowac bo plywalem na Pernie u Mackiego/Michala F. etc goscinnie na 5,3 ale mnie zabijalo na halsie od 7-11h w trakcie burjii ale wialo tak od 3-33kn o rufie nie bylo mowy jak wialo - na fotce ponizej widac co sie dzialo pod Korcula, koledzy z perny wymiekli bo za duzo ze offszore etc... moze ns razem
- 2 dni na 6,4 po 12-15kn dobre dozaglowanie w typowym MISTRALU
- 2 dni sieczki na 6,4 po 10-13kn gdzie na koncu juz sie nauczylem jak sie dopompowac do slizgu i potem jechac na drugi koniec kanalu
Inne uwagi:
- w trakcie regat nalezy mega uwazac na przelatujace formuly szczegolenie na bojkach
- nalezy uwazac na jakiekolwiek jednostki plywajace z motorem lub zaglach wieksze od Ciebie - uniknalem zderzenie o cm z lodzia motorowa o mocy jakies 600KM i dlugosci ok20m
- wyzbierano chyba jezowce przy brzegu bo stopy super
- jak slabo wieje to przy markecie wieje o 3-5kn mocniej (dysza dziala po stronie PELJESACA)
- jak wieje TRAMONTANA z NNW to przy samej Korculi jest wiekszy kop z uwagi na kierunek wiatru i kat padania promieni slonecznych
- w knajpie na cyplu potrafia przesolic wszystko lacznie z pizza margarita
- przy burji warto wziac duza deske i maly zagiel typu maks 4,7 i plywac miedzy cyplem w Kuciste przy tablicy VIGANJ i Korcula
- Przy wadze >70kg 7cos wydaje sie niezbedne ale deska musi byc wzglednie mala
- Ceny wypozyczalni ANTONY BOYA sa identyczne jak ceny w surfclubie i nizsze niz w pol33 (sprzet dla dziaciakow) - maja duzo desek i malo malych zagli. Nie wypozyczaja obcym bez przeszkolenia sprzetu dla dzieciakow wiec wiadomo co trzeba zrobic...
- znajomi mieli pewien problem z szukaniem noclegiem na miejscu po przyjezdzie 3-4h szukania i jakies 300m do wody
- koniecznie nalezy wziac rowery najlepiej 30 przelozen - ewentualnie moga byc rolki i obcisle shorty rowerowe
- nie uzywac filtru ponizej 20 nawet jak sa chmury
- studnia w VIGANJ dziala super
- moze przydac sie painka dluga typu 4/3 jak ja bylem to woda obrala temperature przez 3 dni w okolicy 18-20C
- polecam instruktaz anglojezyczny w szkole dla dzieciakow u ANTOBY BOYA - bardzo mili ludzie i nie trzeba dojezdzac na Perne
W miare czasu wolnego dorzuce reszte tematycznie
pzdr
jaco
wtorek, 31 sierpnia 2010
Lubiatowo
Odwiedzilismy z Piotrem w tym roku z kitem i corkami bardzo ciekawy spot morski w Lubiatowie. Super dojazd pod sama wode na niestety platny parking (12pln za dzien to nie tragedia i ok 50-100m do plazy). Zainteresowala mnie lacha piachu i uksztaltowanie linii brzegowej ktora super uklada sie zarowno do SW W i NE.
Jak sie okazalo nasze spotrzezenia sie potwierdzily co wynika z relacji na http://www.kiterewa.pl/ zamieszczonej ponizej:
"
News __ 2010-08-26 _________________________________________________________
czesc
Chciałeś ( ja chciałem - Mariusz ) kilka słów komentarza do dwóch ostatnich dni.
Proszę:
24.08.2010 Lubiatowo: wiatr na 7m graniczny byłoby dużo lepiej na 9m, fala super wiatr równoległy do brzegu. Można powiedzieć, że jest to super spot na średni wiatr, który może wiać lekko z południa. Fala tworzy się błyskawicznie i można znalesć jakieś ciekawe miejsca na wodzie.
Przy średnim wietrze plaży jest wystarczająco dużo no pływanie w dowolnym miejscu. W sumie super popołudnie, wiesz bo dałeś się namówić i też coś zlapałeś
25.08.2010 Lubiatowo: wiatr na 7m za duży, Tomek K na 3,7ws bez specjalnej kontroli. Miejsce zamieniło się w przybojowy hardcore ,przy którym Karwia czy Łeba to kaszka z mlekiem. Przybój dobre 500m w morze i spory prąd.
W sumie po namyśle ciesze się, że zepsułem pompkę i nie mogłem napompować latawki. Zrobiłbym sobie krzywdę, do tego byłem poważnie w strachu i spięty :). Jedyny plus to fakt, że południowo-zachodni wiatr wieje równolegle do brzegu. Dodatkowy bonus to siadajaca psycha :od braku plaży, braku asekuracji, braku obserwatorów i innych surferów, obecność wysokiego klifu i kabla na zawietrznej do którego ściąga jakaś magiczna siła. Powalczyliśmy z godzinę i do Karwi.
25.08.2010 Karwia. Jak w domu: szeroka plaża, ludzie, mniejszy przybój i ..wiatr od brzegu. Bardzo nierówno, warunki trudne. Na ale jeśli udało się odjechać nie myśląc o powrocie: fale jak za dawnych lat w Karwi.
Dawno takich dużych tam nie widzieliśmy. Powrót bez wiatru przy brzegu z napierającym przybojem...tylko dla orłów.
Szkoda 45 minut późnym popołudniem kiedy odwróciło na zachód a my już byliśmy spakowani. Podsumowując: miało być pięknie ale z powodu nierównego wiatru z południa wyszło jak zwykle. Parę punków doświadczenia w grze pt. ws&ks na Bałtyku zaliczone ale na super super dzień musimy jeszcze poczekać. Tomek B
Podziękowania dla Agnieszki od Tomka K za zdjęcia (musi kochać bo trochę ja wywiało i podlało)
News - Tomasz B
Jak sie okazalo nasze spotrzezenia sie potwierdzily co wynika z relacji na http://www.kiterewa.pl/ zamieszczonej ponizej:
"
News __ 2010-08-26 _________________________________________________________
czesc
Chciałeś ( ja chciałem - Mariusz ) kilka słów komentarza do dwóch ostatnich dni.
Proszę:
24.08.2010 Lubiatowo: wiatr na 7m graniczny byłoby dużo lepiej na 9m, fala super wiatr równoległy do brzegu. Można powiedzieć, że jest to super spot na średni wiatr, który może wiać lekko z południa. Fala tworzy się błyskawicznie i można znalesć jakieś ciekawe miejsca na wodzie.
Przy średnim wietrze plaży jest wystarczająco dużo no pływanie w dowolnym miejscu. W sumie super popołudnie, wiesz bo dałeś się namówić i też coś zlapałeś
25.08.2010 Lubiatowo: wiatr na 7m za duży, Tomek K na 3,7ws bez specjalnej kontroli. Miejsce zamieniło się w przybojowy hardcore ,przy którym Karwia czy Łeba to kaszka z mlekiem. Przybój dobre 500m w morze i spory prąd.
W sumie po namyśle ciesze się, że zepsułem pompkę i nie mogłem napompować latawki. Zrobiłbym sobie krzywdę, do tego byłem poważnie w strachu i spięty :). Jedyny plus to fakt, że południowo-zachodni wiatr wieje równolegle do brzegu. Dodatkowy bonus to siadajaca psycha :od braku plaży, braku asekuracji, braku obserwatorów i innych surferów, obecność wysokiego klifu i kabla na zawietrznej do którego ściąga jakaś magiczna siła. Powalczyliśmy z godzinę i do Karwi.
25.08.2010 Karwia. Jak w domu: szeroka plaża, ludzie, mniejszy przybój i ..wiatr od brzegu. Bardzo nierówno, warunki trudne. Na ale jeśli udało się odjechać nie myśląc o powrocie: fale jak za dawnych lat w Karwi.
Dawno takich dużych tam nie widzieliśmy. Powrót bez wiatru przy brzegu z napierającym przybojem...tylko dla orłów.
Szkoda 45 minut późnym popołudniem kiedy odwróciło na zachód a my już byliśmy spakowani. Podsumowując: miało być pięknie ale z powodu nierównego wiatru z południa wyszło jak zwykle. Parę punków doświadczenia w grze pt. ws&ks na Bałtyku zaliczone ale na super super dzień musimy jeszcze poczekać. Tomek B
Podziękowania dla Agnieszki od Tomka K za zdjęcia (musi kochać bo trochę ja wywiało i podlało)
News - Tomasz B
poniedziałek, 30 sierpnia 2010
Tym razem Otmuchów

Jako że prognozy pokazywały dobre SW i bezdeszczowy dzionek, wybralismy się z Lechem do naszego serdecznego przyjaciela Pawła na jego lokalny spot w Otmuchowie.
Wiatr zaczął wiuchać 5 minut przed wróżbami ICM'u i innych prognoz. Jakosć wiatru w porównaniu do Pławek - super, ale generalnie idealnie nie było - napewno nie na małe żagle czyli 4.2. Generalnie 2 sesje na 5.3 i "kieszonkowcu" z przerwą na dożywianie. Momentami dobrze przeżaglowani, szczególnie Paweł, który jeździł na 6.0 XD, ale to rosły gosć jest. Falki jako takie, cos tam dawało się "pomyszkować" między nimi. Była spora reprezentacja Czechów - ze 4-5 kite'ów i 4-5 wsów, poza rodzimą ekipą czyli nami trzema.
Fotki dzięki Lechowi dostępne tutaj.
czwartek, 26 sierpnia 2010
Nowi 8BFT TEAM MEMBERS na 8BFT Maro i Pawlo w Kreptitz 2010
RELACJA MARKA:
hhh, kiepski ze mnie pisarz. W dodatku zero zdjęć.
W zasadzie relacja sprowadzałaby się do:
Środa – niezła pyta na żagle 4,0 – 4,2, fala 3 m, Paweł schodzi na wodę jako jeden ze słabszych, schodzi z wody jako jeden z lepszych :) (JP: 5 prawie ustanych backloopow ustawilo temat..) Mi podczas taklowania boxera 4,4 dwie przechodzące osoby odradziły ten rozmiar, więc otaklowałem mojego (a w zasadzie żony J) Nalu 3,75. Podczas taklowania stwierdziłem, patrząc na miejscami biały i sztywny monofilm, że chyba jednak to nie najlepszy pomysł, co rzeczywistość bardzo szybko potwierdziła – po pierwszych kilku halsach (no i oczywiście mielonkach) poleciał cały bryt na szwie. Próby klejenia taśmą dały efekt na 20 minut do czasu kolejnej mielony. Pożyczyłem żagielek Pawła (4,0) i trafiłem na… 30 minutową dziurę wiatrową. Wypłynąć się jeszcze jakoś udało, a ponieważ musiałem sporo odpaść w przyboju, postanowiłem zrobić dłuższy hals, żeby nabrać wysokości. Jak się można domyślić skończyło się tak – waterstart na szczycie fali – gdy było trochę wiatru, tonięcie z zestawem w dolince – i tak w zasadzie aż do przyboju, gdzie złapałem falkę, razem z którą pojechałem do brzegu jakieś 800 m od schodów – okolica z bardzo nieprzyjemnym kamienistym zejściem. No i niestety rozpieprzyłem obie stopy, co odebrało mi do reszty chęć dalszej walki w tym dniu.
Czwartek – hardcore, na wodzie 6 zestawów (w środę ze 20) – 2 Czechów, 1 Niemiec, 3 Polaków. Pojawiają się ludzie, którzy po 15 minutach pływania pakują sprzęt i do domu :) Fala momentami do 5m, żagle 3,7 do 4,0. Pływaliśmy z Pawłem na jednym zestawie, od 11 do 15, bez jakichś szczególnych przygód, ale też bez fajerwerków.
JP: tu male info jak wialo!!!
hhh, kiepski ze mnie pisarz. W dodatku zero zdjęć.
W zasadzie relacja sprowadzałaby się do:
Środa – niezła pyta na żagle 4,0 – 4,2, fala 3 m, Paweł schodzi na wodę jako jeden ze słabszych, schodzi z wody jako jeden z lepszych :) (JP: 5 prawie ustanych backloopow ustawilo temat..) Mi podczas taklowania boxera 4,4 dwie przechodzące osoby odradziły ten rozmiar, więc otaklowałem mojego (a w zasadzie żony J) Nalu 3,75. Podczas taklowania stwierdziłem, patrząc na miejscami biały i sztywny monofilm, że chyba jednak to nie najlepszy pomysł, co rzeczywistość bardzo szybko potwierdziła – po pierwszych kilku halsach (no i oczywiście mielonkach) poleciał cały bryt na szwie. Próby klejenia taśmą dały efekt na 20 minut do czasu kolejnej mielony. Pożyczyłem żagielek Pawła (4,0) i trafiłem na… 30 minutową dziurę wiatrową. Wypłynąć się jeszcze jakoś udało, a ponieważ musiałem sporo odpaść w przyboju, postanowiłem zrobić dłuższy hals, żeby nabrać wysokości. Jak się można domyślić skończyło się tak – waterstart na szczycie fali – gdy było trochę wiatru, tonięcie z zestawem w dolince – i tak w zasadzie aż do przyboju, gdzie złapałem falkę, razem z którą pojechałem do brzegu jakieś 800 m od schodów – okolica z bardzo nieprzyjemnym kamienistym zejściem. No i niestety rozpieprzyłem obie stopy, co odebrało mi do reszty chęć dalszej walki w tym dniu.
Czwartek – hardcore, na wodzie 6 zestawów (w środę ze 20) – 2 Czechów, 1 Niemiec, 3 Polaków. Pojawiają się ludzie, którzy po 15 minutach pływania pakują sprzęt i do domu :) Fala momentami do 5m, żagle 3,7 do 4,0. Pływaliśmy z Pawłem na jednym zestawie, od 11 do 15, bez jakichś szczególnych przygód, ale też bez fajerwerków.
JP: tu male info jak wialo!!!
środa, 25 sierpnia 2010
wtorek, 17 sierpnia 2010
środa, 4 sierpnia 2010
trasa na jutro mtb
http://bikemaraton.com.pl/public/spaw_upload/images/zdzieszowice/2010/zdzieszowice_trasa_2.jpg
sobota, 31 lipca 2010
CANON RULES W FOTO WS
http://www.facebook.com/pages/jezierownlogcom/116024081773542#!/photo.php?pid=102008&id=116024081773542&fbid=117546944954589
czwartek, 29 lipca 2010
sobota, 24 lipca 2010
Powrót do rzeczywistosci czyli odwiedzamy lokalne spoty
24.07.2010 Turawka - wałek. Zachęcony opowiesciami o Turawie przy kierunkach W/WNW wybrałem się dzisiaj na spot pt. "wałek". Zapakowałem do auta 84 i 100l jakby miało ciańko wiać i pełen zestaw żagli (3.7, 4.2, 5.3). Zanim dojechalismy, to było już info ze spotu, że latawki 9tki są w ruchu. Zapowiadała się dobra jazda. Po przyjeździe chłopaki zaczynali pompować 7ki, więc szybko otaklowałem 4.2 i pocketa i na wodę. Napinkalało zdrowo, momentami otwierało mi żagiel co potwierdzało prognozę krótkoterminową ICM (tylko ona optymistycznie pokazywała 10-11 m/s). Na wałku robią się całkiem fajne falki, które można objeżdżać jak się chce. Nie zwijają się na szczęscie w tuby ;) Dwie sesje po 1-1,5h z przerwą na odpoczyn, bo siadło tak na 5.3, ale nie chciało mi się już taklować drugiego pędnika. Generalnie przy tym poziomie wody spot jest dosć płytki, tzn. od 0,5m przy brzegu do 1,5m z 500-700m od wałka. Korzystając z wave'owego fina 22cm nie udało mi się niczego przyhaczyć. Na spocie pojawił się też kolega "Indianin", który wycinał na Goy'i i Naishu Force'ie 5.7, ale miał często za dużo.
piątek, 9 lipca 2010
Mauritius cd...dzieje się, dzisiaj darmowa zwózka

Kolejne fotki...
Dzień 9 - najdroższy lip jaki próbowałem złapać w swojej historii, czyli 900zł poszło się kąpać, a dokładnie aparat mojego kolegi - mju tough. Powinniscie się cieszyć, bo nie będzie już zdjęć przez przedłużkę. Na pionowym lipie na Manale spóźniłem z 0,5 sek najazd i wbiłem się pionowo deską w wodę. Potem była waszmaszyna czyli z 10-12sek wirowania i przy któryms kołowrotku cos musnęło mnie w ucho. Jak się okazało po wynurzeniu - zdjęło mi z szyji aparat na sznurku. Aparat dodatkowo był pod kamizelką. Cuda niestety się zdażają. Co ciekawe byłem przekonany, że do zabawek będę miał ze 100m wpław, a tu sprzęt sobie dryfował 5m ode mnie.
"Podbudowany" tym faktem pływałem dalej na falach, bo tak naprawdę nic już nie mogłem zmienić w tym fakcie. Następnych lipów już nie spóźniałem, albo odpuszczałem.
Generalnie z porannego deszczu wyklarowało się dobre 6bft. Nie chciało mi się już taklować 4.2 więc pociągnąłem 5.3 po maszcie i szedł jak ogień + pełna kontrola w duckach. Co stwierdziłem - orginalny fin Tabou 24cm FSW to porażka. Do tego samego 5.3 założyłem fin 8,75" (prezent od Poklopaca) i niebo a ziemia. Wniosek jest jeden - wąski krótki wave'wowy fin zamiast jakis dziwnych hybryd daję dużo większy speed i kontrolę w jibe'ach, batonach, katbekach...
Jutro chyba pauza, bo ma cos popadywać. Blazy może trochę się zasuszą.
Dzień 10:
Znowu odpaliło przed południem. Niby dobrze na 4.2 (ze 20knt) i dopłynąłem na Manawę, ale potem już było różnie. Lekkosć w żaglu ogromna w porównaniu do 5.3, ale jak się pompuje w próżni to nie dziwne, że takie odczucie. Trochę fal pojeździłem i się zmyłem, bo pojawiały się momenty że nie dało się wstać z wody (ich habe keine fał). Marka 3 razy zmieliło bo mu się zapomniało, że lata na swojej hybrydzie RRD hypertype, który spada zamiast trzymać się w górze. Po południu plan był prosty - popłynę na rafę i porobię trochę fotek na One-eye'u bo goscie bajerancko skakali aeriale. Marek też miał się załapać na foty. Zanim jednak dopłynąłem Marek był już zmielony a jego linki z baru poplątane o rafę. Zrobilismy prawie 0,5h akcję ratunkową, czyli on nurkował i odplątywał, a ja trzymałem swój zestaw i jego latawkę. A rybak już nas wyczaił i wołał czy pomóc. My oczywiscie, że "No help!" ;). Po odplątaniu niby robilismy przetasowanie, aż tu nagle jego deska się automagicznie odwiązała i już była 50m od nas. Rzucił się Marek za nią kraulem a wody niby po pachy. W butach można by biec, ale bez - hmmm, jeżowce i rafa ostrzyły zęby na swieże mięsko. Po złapaniu deski dalszy punkt planu przewidywał, że ja płynę z przywiązanym latawcem do tylnego strapa, a Marek padluje na desce. No tak, ale taki kite to stawia taki opór, jakby mi trupa kazali trałować. A rybak czekał cierpliwie. W końcu Marek wymiękł i zanim wszedł na pokład jego łajby negocjował cenę. Stanęło na 80zł, ale to za to, że rybak tak długo czekał na silniku a nie za odległosć od brzegu ;)))
Dzień 10: (łamliwy):
Zgodnie z przewidywaniami Marka carbonowa przedłużka na wave się nie sprawdza. Dzisiaj zakończył swój żywot "Loft carbon extension" na Szamoo. Sprzęt miał za sobą 10,5 dnia pływania. Trza będzie odesłać na gwarancji do sklepu. Reszta przetrzymała mielenie po spóźnionym lipie na Szamoo. Przyjazny kiciarz szybko podpłynął i zaoferował pomoc. Przez następne 15 minut doznawałem tortur w stylu rozciąganie goscia między dwoma koniami. Jedną ręką trzymałem się jego trapezu, a drugą trzymałem zabawki. Co 5 minut zmiana ręki i tak przez 1km. Jutro stawiam mu piwo. Ale gosć ma już doswiadczenie w zwożeniu windsurfów. 2 dni temu zwoził goscia z Małego Break'a na raty, bo gostek urwał przegub.
A tak to do południa fajne pływanie na Manale na 5.3 (wiało z 18-19knt) a po południu daleko za Małym i blisko Szamoo. Fale super, mega wałki się zwijały w dobrą stronę i bez tłoku. Przeprosiłem się z cieższą ale za to pancerną przedłużką x-combat. Nie ma jednak co kombinować.
Dzień 11:
Rano o 9.00 25knt, szybko wcinamy sniadanko i wyruszamy na spot. O 10.00 już 17-18knt i spada. Do 16.30 zeszło prawie do zera. Po ulewie ruszyło ze 20 supełków na koniec dnia. Po całym dniu plażowania podżajbowałem trochę, ale ciągle timing ducka z lewego na prawy hals mam koslawy. W drugą stronę bez zarzutu. Chłopaki na latawkach cosik polatali na 9tkach z wachlarzem. Typowy dzień by odpocząć.
Dzień 12:
Na dzisiaj prognoza całkiem kielnia. Plan wycieczkowy, czyli zaczynamy z Black River Center i pakujemy się na 740m od poziomu morza. Żebym nie skłamał - pada czasami, a scieżka coraz bardziej sliska (kamienie, korzenie, duże połacie trawy). Docieramy na plato i tam robimy piknik. Potem odszukujemy odejscie drogi do Bel Ombre i tu zaczyna się "jurassic park". Małpy, nietoperze, jelenie, dżungla. Niby drogą, ale hardcore i przy padającym deszczu. A na koniec wypadamy na plantację trzciny cukrowej, która okazuje się niezłym labiryntem. Gdzie nie skręcić tam po 1-2km droga nagle zawija spowrotem w góry. W końcu spotykamy traktor z ekipą i dowiadujemy się, że idziemy "wrong way". No to wracamy i skręcamy wg zaleceń traktorzysty w prawo przy jakims jeziorku. Podłoże coraz bardziej zespaja się z moimi sandałami. Każdy waży z 5kg. Pod naporem w jednym zaczynają wyrywać się paski (klejone wczeniej buciolem). Dochodzi do tego, że ostatnie 0,5km ide boso niosąc 2 kupy błota w ręce. Docieramy do jakiejs budowy apartamentów przy plantacji. Tam udaje nam się złapać stopa u gosci, którzy skończyli szychtę i jadą do Bel Ombre, gdzie bylismy umówieni z Markiem na zupkę i "zwózkę" do domu. Marek czeka tam już od prawie 1h, bo 1,5h temu dzwonilismy, że zostało nam 0,5h do oceanu, ale nie wzielismy pod uwagę labiryntu scieżek w trzcinie i lepkosci podłoża, które spowalnia nas masakrycznie. W końcu udaje nam się zjesć podwójną zupkę i dotrzeć na chatę. Odbłocenie sandałów zajmuje mi prawie 15minut. Przydałby sie karcher. Traska zajęła prawie 6h i wg mapy było z 26-28km.
Dzień 14:
...czyli zajęcia w podgrupach, my jedziemy na wycieczkę autem na targ do Quatre Borne, a tam typowy chiński importowant szajs na wielkim targowisku. Potem odwiedzamy miejscowosć Flic'n'Flac - bardzo ładna plaża (piaseczek miód), takie typowe miasteczko turystyczne. Wiatru brak, jedynie falki dla surferów. Następnie Tamarin Bay - przy aktualnym swellu gostki na surfach bardzo ładnie jeż falę 1-1,5m. Posiedzielismy chwilę na plaży i przychodzi SMS od Piotrka, który z córą łowi ryby z łódki, że cos odpaliło w Le Morne. No to zwijamy się z Tamarinu i jedziemy na chatę po graty. Pakowanko i wio na spot. Tam 12-13knt więc wybieram "mój zestaw" czyli kocyk i książeczka. Kiciarze na 13,12,11m2 polatali do zachodu słońca.
Dzień 15:
Na dzisiaj w prognozach własciwy kierunek (ESE) i 9knt, czyli powinno być pływanie. No i jest na początek 15-16knt na pierwszej low-wind wave session na Małym Break'u, gdzie wchodzi dosć regularny swell z okresem 13-15sek w setach co 3-4 minuty. Przez braki wiatru w dołkach na moim 5.3 zaliczam parę dobry mielonek, no bo nie sposób uciec przed walącym się "trolejbusem" pompując żaglem w próżni. Zaprzyjaźniam się też z pianą, która daję całkiem niezłego kopa, tak że można spokojnie wejsć w slizg i do tego jeszcze ostrzyć na wiatr. Tak więc robię wysokosć, jadąc w 1m wałku piany przez 200-300m praktycznie bez wiatru, a "mieloneczka" ładnie pcha do przodu.
Druga sesja to już fajna jazda, bez klimatów typu "low". Rozwiewa się do 18 supełków i wtedy 5.3 dostaje power'u. Fale jeździ się jak trzeba, ale max 2-3 cutback'i, bo po kilkunastu sekundach fala zaczyna się zwijać pod wiatr, więc trzeba się zawijać zanim zacznie się łamać. Marek 1,5h przed zachodem zostaje oplątany przez jakąs francuzkę, co go nie widziała ale skręciła i mają jazdę. Próbuje na początku pomóc, ale zostaję wplątany w tą aferę równie dobrze jak Marek. Kilka linek pod deską, kilka na nad. Stwierdzam, że olewam temat, bo zrobią ze mnie "muszkę wydmuszkę", szczególnie że francuzka nie współpracuje, tylko się mota. Po wyplątaniu widzę, że Marek jakos odpalił swoją latawkę, ale w 1/3 linek ma dosć skomplikowany węzeł z linkami francuzki, ale jakos płyną w stronę plaży. Jednak po ok. 700m francuzka dalej się szarpie i Markowi spada kite i strzela mu wężyk od one-pump'a (taka przypadłosć podobno). Zwózkę funduje im Piotrek S. Ja tłukę falę do zachodu słońca, jak zresztą inny windsurferzy.
MEGA JAZDA WAVE GARDALAND
KONIECZNIE TRZEBA TEGO SPROBOWAC NA RZECZKACH
Po ostatniej probie lupa w tym stylu po statku w kanale korculanskim prawie rozwalilem blone bebenkowa
i nie byl to statek rzedu zaglowiec club med zawijajacy na Korcule
http://video.mpora.com/watch/uQSJGfuRW
http://video.mpora.com/watch/uQSJGfuRW
Po ostatniej probie lupa w tym stylu po statku w kanale korculanskim prawie rozwalilem blone bebenkowa
i nie byl to statek rzedu zaglowiec club med zawijajacy na Korcule
http://video.mpora.com/watch/uQSJGfuRW
http://video.mpora.com/watch/uQSJGfuRW
20100705 i 06 Rzeczki 15-20KN NW
Aby nie zwariowac od batonow katbekow FLAKONA i cyckow obok i 7,8 BFT co 2gi dzien, donosze o super plywanku na Rzeczkach w 2 kolejne dni lipca.
Waruny idealne na 100 lt i zagiel 5,7-6,4.
15-20kn i prawie plaska woda.
O dziwo w poniedzialek po burzy o 18:00 jak zaczelo dmuchac do walilo fest do 20:30.
Nawet nasi przyjaciele w kwiecie wieku w koncu byli zmuszeni wyskrobac z pojazdow 6m2.
NNW z pelna moca jak przystalo na Rzeczki.
Woda ok bez zadnych konsekewncji mimo wielu nieustanych prob roznorakich manewrow
Kilka fot dzieki WOJTKOWI:
http://picasaweb.google.pl/JPoklopac2/20100705Rzeczki#slideshow/5491846824966600354
Jak ktos cos robil to doslicie pls:
TADEK - 1 fota z czerwca z PLAWEK mi wisisz w kapelusiku
pzdr
poklopac
piątek, 2 lipca 2010
Mauritius, 8bft też było
Kolega przywiózł w końcu jakis normalny aparat (Nikon D90) i teraz już będą lepsze zdjęcia z lądu. Z wody będzie przez "przedłużkę" pewnie.
FOTKI tukej...
Tym razem za namową Marka wybrałem lipiec na ujeżdżanie falek. Z Zabrza (17:00) na Mauritius dotarlismy przez Halle (23:00), odwiedzając mojego sympatycznego kolegę Mirka i jego współlokatorów, którzy przyjeli nas bardzo goscinnie DAB'em. Po przekimaniu szybko zebralismy się rano i wyjeżdżając o 8:00 z szybkim sniadankiem w Mac'u dotarlismy na lotnisko we Frankfurcie o 14:00 odwiedzając jeszcze darmowy hotspot w BurgerKingu w miescie, by załatwić ostatnie sprawy. Na lotnisku w oczekiwaniu na Marka, który wracał z parkingu jakos mało sprawnie (korki) zaczepił nas pan lotniskowy-bagażowy, który okazał się być Czechem. Miło chwilę pogawędziłem i przyjęcie quiverów odbyło się bez ważenia - od razu na wózek i wio :) Jedzonko w samolocie linii Condor bardziej skąpe niż w Air Mauritiusie lub Air France, ale dało się przeżyć za 150-250E mniej za bilet. Alkohole włącznie z piwem płatne, więc trzeba było zasnąć "na trzeźwo" po 1 pifku.
Dotarlismy do celu o 5:30 (w zimie tutej jest o tej porze ciemno, ale zanim przyjechał nasz pickup z kierowcą zrobiła się 6:30.
Dzień 1:
W poprzednie 2 dni na Mauro był sztorm (8bft, 4-5m fale i deszcz) więc trochę się rozbujało na wodzie co nas cieszy. Tego dnia na dzieńdobry fuka miłe 25-28knt więc takluję bez namysłu 4.2, a że jestem totalnie nieopływany (aż 2 dni w tym sezonie na jeziorach za sobą) to trochę dostaję wciry. Męczymy Małego Break'a, bo jest żółta flaga, więc po co od razu wzywać drogą łódkę z rybakiem. Do południa na 4.2 momentami za dużo (spokojnie można by jeździć na 3.7), ale jako tako daję radę. Mały Break przy przechodzeniu przez jego przybój zabiera mi zabawki, robiąc mi "kilkuset kg nakładkę" na deskę na 5-6tej falce. Za nakładki na boisku dają żółtą kartkę, ale ... no tak, niby jest żółtka flaga ;). Kończy się to 200m żabką wpław za sprzętem, a pewnie by było więcej, gdyby nie miły pan windsurfer nie przytrzymał mi sprzętu w wodzie i nie poczekał na mnie aż się jakos dokulam (oczywiscie lekko pod prąd). Po tej akcji nabieram respektu do Małego Break'a i spływam grzecznie na kocyk. Po 1h przerwie wyruszam ponownie na podbój fal, ale wiatr oscyluje około 22-24knt i jest ciężko z robieniem wysokosci na 4.2. Dzień udany, z manewrów cos tam pamiętam, a najbardziej przypomniałem sobie szybkie starty z wody ;) Parę falek pojechałem - techniki się nie zapomina na szczęscie. Tego dnia była pogoda typowa dla okresu zimowego, czyli trzeba było być czujnym, bo wiatr czasami siadał przez padający poziomo deszczyk - nie należy się wtedy zapędzać za daleko, bo można nie wrócić. Były 2 tęcze 2 razy i inne ładne obrazki (z wody zdjęcia będę robił jak przyjedzie kolega Piotr S. w niedzielę i przywiezie wodoodporny aparacik typu "mju-przedłużkę"). Btw. w okolicach czerwonego słupka na Małym Break'u zrobił się lekki smietnik z gałązek i wodorostów. Przejeżdżając przez to warto by mieć antygrassa, bo inaczej trzeba odchwaszczać sobie fina. Ale znowu na fali antygrass by raczej nie działał przy cutbackach.
Dzień 2:
Dzisiaj dzionek na 5.3 czyli 18-22knt i dobre dożaglowanie. Fala mniejsza - 1,5-2,5m ale cos tam wykrzesałem. Dużo fajnej jazdy do południa na falach - co oczywiscie przypłaciłem fantem... nieprzewidzianym zdjęciem przez falę moich nowych lanserskich okularów z białymi oprawkami. Mówi się trudno i 80zł poszło się kąpać, więc przeprosiłem się z moim "lokalnym kapelutkiem", który przeżył już 2 poprzednie wyjazdy i większe mielenia i znowu wyglądam jak z operacji pustynna burza.
Moment utraty okularów to dobry znak by grzecznie spłynąć na kocyk. Druga sesja w ten dzień na większym powerze i fajniejsze falki, choć zaczęły rzadziej wchodzić na rafę, więc trzeba było sobie cierpliwie wyczekać. I na koniec szlifowanie power-jibe'ów i ducków na płaskiej wodzie w lagunie przez 2h na pełnym gazie.
Dzień 3:
Niby słabsza prognoza ale 16-18 węzełków jest (standardowo 5.3), więc wybieramy się z Markiem na Manawę, bo na Małym Break'u mała falka, co przy przekraczaniu rafy okazuje się zmyłką bo zaliczam na dzieńdobry pranie na otrzeźwienie. Szybko się zbieram i "na halabardę" raźnie zmierzam ku Manale. Kierunek wiatru jest ok, bo dopływam tam jednym halsem. Za to Markowi ciągle brakuje wiatru w 9m HyperType'ie i w końcu daje za wygraną, bo trik "z halabardą" na kicie nie działa. Na spocie jest początkowo 4 windsurferów, potem jeden się wykrusza. A sety chodzą piękne, tylko trzeba cierpliwie wyczekać. Za to wykonanych 5-6 cutbacków na pojedynczym 3-4m secie przekształca się szybko w banana na dobrych kilka minut. Klepię tak fale przez około 3h, a widzę że Marek znów próbuje nas odwiedzić i znowu wraca na tarczy. Fakt że cos tam z tym wiatrem dziwnego było. Na koniec sesyjki jadę między dwoma "kotłami" i szukam furtki. Drzwi ucieczki ukazują się na szczęscie po chwili i kuszą ładnym czystym lipem. Grzechem by było nie skorzystać, ale zanim tam dojeżdżam to lip jest już pionowy i zaliczam mielonkę przy lini bramkowej naszego boiska (kapelutek w stanie nienaruszonym, bryle bym pewnie znowu utopił). To znak że warto zrobić przerwę. Odpoczynek 2h na plaży i ruszamy na kite-beach'a. Podobno będę się uczył kite'a. Marek udziela trafnych wskazówek i po 1h już cos kumam. Po 2h robię 8-semki, bodydragi, self-restart latawca z wody. Źle nie ma. poćwicze następnym razem z deską i wtedy się okaże czy to takie łatwe.
Dzień 4:
2 super sesje wave'owe na Małym Break'u na 5.3, przy wchodzącym z południowego kierunku swellu umożliwiały przejazdy na jednej fali przez 800-900m i 7-9 cutbacków i to pod wiatr, bo zawijka szła w drugą stronę. Przy okazji jazdy robiło się wysokosć - przyjemne z pożytecznym. Podczas końcówki pierwszej sesji dostaję jak zwykle znak pt. "już czas na kocyk". Jak się okazuje, niezatapialny kapelutek nie jest do końca niezatapialny i dzisiaj zmienił miejsce osadzenia z mojej czaski pewnie na jakiegos podwodnego kalafiora, albo zostanie wypluty na Madagaskarze.
Wszystkiemu winna ostatnia góra, jaka mi wyrosła na małej rafie. Z dołu patrzyłem jedynie jaka ona wysoka i dlaczego wyższa od mojego masztu. Tym razem stwierdziłem, że szkoda mieć wyrwane ręce i grzecznie pusciłem zestaw z nastaniem "mokrego klimatu". Potem nastąpiła nagła zmiana scenerii i przy 3-4 salcie poczułem jak zostaję rozebrany z kapelutka. Szybkie wynurzenie (już nabrałem wprawy i z zamkniętymi oczami pod wodą mogę trafnie okreslić gdzie jest góra a gdzie dół po kilku kołowrotkach) i zestaw jest tylko 50m ode mnie. Co za ulga - szybki kraulik i cieszę się, że było tak mało. Radosć trwa raptem 10sekund. Przychodzi "młodszy brat dużej góry" i dokłada mi karne 100m żabki w pianie. Druga sesja przy jeszcze bardziej stabilnym wietrze i pięknych przejazdach. Na koncie mam uratowanie deski (Starboard Quad) kolesiowi, któremu rozłączyło pędnik od deski. On został z żaglem a deskę mu zniosło. Kończę przywiązywanie jego deski do mojej zapasowym sznurkiem ale Rescue-boat nadpływa więc oddaję im fanta i wskazuję, gdzie kola ostatnio widziałem. Po 10 minutach go znajdują. A na ostatnim (nie ja go wybrałem jako ostatni) przejeździe odkręca mi się przedni strap i wracam "na oklep" 600m na falkach. Wrażenia z takiej jazdy mało ciekawe. Na koniec dnia cykam chłopakom jeszcze trochę fotek podaczas wieczornej sesyjki freestyle'owej.
Dzień 5:
Pół dnia na 4.2 fajnej jazdy na Małym Break'u na falach (swell ciągle działa) i na koniec sesji zderzenie z niemieckim windsuferem (zresztą sąsiad z apartamentu) na falce - przez to zrobiła mi się dziurka w żaglu 5x5cm2 a jemu nic. Niby moja wina, bo on szedł pod falę a ja jechałem na fali, ale mogłem go ominąć, ale nie chciałem tracić wysokosci i benc. Po zdarzeniu spłynąłem na plażę i wiatr lekko siadł. Czorny powertape i dziurki ni ma. Druga sesja na 5.3 ciągle na falach - trzeba korzystać póki są. Po godzinie mam już fullpower w żaglu, a po 2h tylko leje wchodzą w rachubę przy zwrotach. Nie chce mi się już spływać po 4.2 więc jakos walczę do końca. Marek ćwiczy jazdę na fali unhook - czyli naciąganie jednej ręki, aby była dłuższa od drugiej.
Dzień 6:
Ciągła pielęgnacja odcisków na dłoniach czyli 6h moczenie w słonej wodzie, 4 razy dziennie balsam nawilżający + na noc krem penaten na blazy dają radę. Dzisiaj kolejny miłł dzionek na 5.3 - początkowo Mały Break, ale trudno już złapać fajną falkę, albo zwija się pod wiatr, albo łamie na całej długosci. Podpatruję, że Piotrek S. pojechał na Manawa'e. Rozpatruję szybko kierunek wiatru - pasuje, no to jadę. A tam raptem 4-6 windsurferów i 2 kite'y. Fale takie jak trzeba czyli 3-4m i pomiędzy nimi gładziutkie szkło. Po 8-10 przejazdach ponownie odkręca mi się sruba prawego strapa i to gdy robię batona, co kończy się wylotem. Zbieram zabawki i jazda na oklep - tym razem 1,5km do brzegu downwindem. Pożyczka srubokręta w Clubie Mistral (żeby nie tracić za dużo wysokosci) i powrót na Manawa'e (chyba zacznę sprawdzać co rano sruby). Wiatr troszkę zelżał (tak do 16knt) ale fala dalej przednia więc katujemy się na naszym boisku.
Po 2h pasuję i w lagunie na zakończenie dnia pykam 45minutową sesyjka ducków i jibe'ów na pełnej pycie. Dzisiaj opuszczamy spot w połowie stawki po jasnemu (17:00), a nie jak poprzednio po zachodzie słońca.
Dzień 7:
Dzisiaj był ten dzień. 6-7bft i fala 3-4m na Manale. 4.2 dobrze spałowane i cały dzień wypasne smiganie. Po przejechaniu 500m wałka brakowało już siły na dokręcenie rufki na końcu "boiska". Dzisiaj batony bez lejów wogóle nie wchodziły w rachubę, więc chcąc nie chcąc musiałem się nauczyć kładzenia żagla poziomo - efekt jest zajebisty i spokojnie bez zachwiania da się dojechać do lipa. Z niepołożonym żaglem jakikolwiek podmuch po batonie wytrąca z równowagi.
Ze stajni kite'owej - kolega Piotrek miał dzisiaj dublet w zwózkach. Do południa przejechał One-Eye'a za daleko i go zmieliło. Czujny rybak zamiast łapać prawdziwe ryby to wyptaruje takie "złote sztuki" przez lornetkę i po kilku minutach podjął rozbitka z wody. Potem szukali jeszcze przez prawie 0,5h deski, którą wyniosło aż do "drugiego oka" czyli jakies 1-2km. Na szczęscie brak strat w sprzęcie. Po południu namówiłem Piotrka na Manawę, bo jednak bezpieczniej. Jak się okazało nie do końca. Przy któryms przejeździe otworzył mu się zawór spustowy w latawcu i kolega został w głębokiej dupie. Nie miałem innego wyjscia jak nie zauważyć tego stanu, bo jego latawiec zwalił mi się na głowę. W pobliżu kręciła się motorówka z fotografem, więc szybko zawołałem pomoc i "panowie ekstremalni fotografowie" podebrali z wody Piotrka i zawieźli na brzeg (5-7 minut zwózka). Jak się okazało, cenę też mieli esktremalnę (na początku 100E, zeszli do 75E). Rybak z One-Eye'a był tańszy - 50E za prawie 0,5h wycieczkę. Jutro ma być 18-19knt w podstawie (dzisiaj GFS pokazywał 13knt a było 26-28), więc ostrzę zęby na 3.7.
Dzień 8: (dzień chusteczek)
No tak - prognoza się sprawdziła (już o 9:00 30-35knt), czyli 3.7 na blaszkę i najkrótszy fin jaki mam czyli 8,25" (ale chyba warto by poszukać na allegro 19,5cm). Do Małego Break'u była masakra, potem wypadające zęby (interferencje fal) aż do początku Manwały, a tam gładziutko i 30 supełków. 3-4 osoby na spocie i "duże domy". Zaliczyłem 2 sesje po 2-2,5h każda. Fala trochę mniej regularna niż poprzedniego dnia, bo jednak wchodziły pod kątem 45stopni do głównej fali takie "psie budki" i czasami "budki telefoniczne", ale można było je wymanewrować i jechać dalej swoje. Dzisiaj laydown'y na 3.7 przy bottom turnach to podstawa. Nawet jeden kiciarz mnie pochwalił na przejazd fali. Byłem jak w transie, ale siły brakowało na poprawne zakończenie rufą na pełnej pycie.
W takich warunkach Pocket 84l z finem 21cm sprawuje się bardzo dobrze. Wogóle nie podwiewa dziobu. Jazda z fali też bardzo poprawna, nawet przy bardzo dużej prędkosci trzyma krawędź na łuku. Czasami w pianie lekki spin, ale piana to piana. Przy cutbackach krótki fin daje swobodę nagłego zaciesnienia skrętu, ale równie dobrze trzyma się przy płynnym łuku.
W tym czasie inne wsy tłuką Małego Break'a, ale tam straszny czop. Jak kto lubi.
"Bezbłędni" jeżdżą na One-eye'u.
Ze stajni szmacianej - dzisiaj w większosci 5tki i 4rki na wodzie. 7tki miały ciężko.
Jeden zgubiony kite na One-eye'u przez jakiegos "experta". Drugi latawiec Marek ratuje jakiemus kolesiowi.
poniedziałek, 28 czerwca 2010
MTB dla leszczy z mala Q jednostek czasu

To potwierdzenie faktu ze majac tylko 5 h i bytujac w Gliwicach mozna lupnac na szybko fajowa lekkawa MTB ture stojac dodatkowo 45 minut w korku, wymieniajac 2 detki i obalajac browara z Lechem na 3 kopcach. Ns razem juz nie puszcze gwiazd MTB i pociagne za nimi...
1. Gliwice - Brenna 45-60 minut parking po drugiej stronie stacji benz.
2. Brenna centrum - Brenna Lesnica asfalt
3. Brenna Lesnica - Stary gron (zolty szlak)przez urokliwe osiedle
4. Stary Gron - Grabowa grania (chyba czarny)standard nudy 30km/h
5. Grabowa - przel SALPOMOL grania (chyba czerwony)fajny podjazd
6. W dol asfaltem w strone Wisly i po chwili 3-4 wiraz w prawo zoltym na leb i na szyje w strone 3 kopcow. (zolty szlak)to sie testowal BOMBER ale sie nie zagotowal olej bo nic kapalo
7. 3 kopce - Brenna Lesnica przez jakis tam Gronik (zielony szlak)po browarze sie leci jak marzenie
Polecam. Leszczy ucieszy nieslychanie w widokowo super.
jp
Opava - MTB

Tym razem kolejny wypadzik w rejony Opavy (poprzedni ze Sliwą ) z Markiem. Eksploracja górek po zachodniej stronie rzeki. Był też wariant przez krzaki (że niby skrót i "widzę scieżkę za 10m" ;) i tunel w młodniku (akurat wycięty na wysokosć roweru i na szerokosć kierownicy). Potem dalej miło aż do momentu natrafienia na "górę nieskończonosci" czyli pasmo, z którego próbowalismy zjechać - 3 razy (za każdym razem droga kończyła się nagle w knieji i dalej były krzaczory). Za czwartym się udało jak zrobilismy wycof o 3km. Przy przejaździe przez rzeczkę Marek nie ochrzcił swoich nowych butów SPD, a ja sobie jeden zalałem. Dalej dojazd do Vitkov Annina Dolina i tam przez most na drugą stronę Moravicy. Potem atak na przez las do Jelenic (standardowo scieżka zarosnięta - tak to jest jak się ma mapę sprzed 20 lat) i dalej scieżką w kierunku Obohry Jelenice.
Oczywiscie mój nowy skrót z super zjazdem i lądujemy w niecce na skrzyżowaniu 4 scieżek...z tego 2 są po drugiej stronie 3m płotu, a akurat chcemy jechać jedną z nich ;) Wtem pojawia się jak na zawołanie pan z obslugi "Obhory" na traktorze i pyta się czy zabłądzilismy, a my że tak. To on nam otworzy kłódkę w 3-metrowej bramie i sobie zjedziemy asfaltem do scieżki rowerowej, ale mamy nigdzie już nie próbować z tego asfaltu zjeżdżać bo to rezerwat. Posłuchalismy pana i pędząc 45-50km/h mijamy 2 zdziwione leżące sobie przy drodze duże jelenie. Ich zdziwienie jednak przeradza się w panikę i zmykają czym prędzej. Po dotarciu na scieżkę rowerową jedziemy wzdłuż Moravicy i potem na żółty szlak do góry w kierunku zamku. Tam w parku siejemy popłoch wsród spacerowiczów prując scieżkami 40km/h. Obawiając się pokuty w końcowej fazie zwalniamy i udajemy grzeczych chłopców. Potem myk przez bramę zamku i po 5 minutach jestesmy przy aucie (12% nachylenia w dół). Traska na 50km terenu z tego może 5-10km asflatu kompletnie pustego.
piątek, 25 czerwca 2010
Turawa rules 20100622
Przy zasyfionym Dzierznie spontaniczny wypad po pracy na Turawe z Markiem. Test walka i Jowisza przy wietrze NNW - oba spoty super. Wchodzi zarowno NNW jak i N.
Dosc rowny wiatr od 12 do 15-17kn - idealnie na plaski 6,4 lub 5,7 lub 12m kite'a.
I do tego cieply piasek w stopy, roznorakie lole
POLECAM jako alternatywe do Dzierzna - dojazd ok 50minut przez Izbicko Raszowa Daniec Ozimek Szczedrzyk
pzdr
poklopac
http://picasaweb.google.pl/JPoklopac2/20100622Turawa
środa, 16 czerwca 2010
MTB Bełchatów

Spontaniczna wycieczka podczas powrotu z Łodzi, a że rower na pace był to pyknąłem 30km na terenie zwałowiska. Bardzo przyjemna miejscówka, dużo zielieni i zwierzątek (1 zając i 2 sarny 5-8m ode mnie). Polecam jako wypadzik przy okazji przejazdu w tamtym rejonie.
Fotki tukej...
poniedziałek, 14 czerwca 2010
środa, 9 czerwca 2010
DZIERZNO 04 06 20 10 KLODNICA KROLOWA POLSKICH DIET
Spiesze doniesc jako 1szy ktory chyba stanal na nogi iz natura znowu pokonala nas wszystkich(prawie...). Klodnica - krolowa szambonurow rozprawila sie z nami tym razem faktycznie jak pila mechaniczna. W moim przypadku poza lekkim udarem wystapily: glowy zawroty; klucie w sercu, blokada mostka, wymioty przez plot do sasiada, goraczka z drgawkami i utrata 5 kilo wagi.
Polecam ten spot wszystkim toczacym nierowna walke z nadwaga i tym przepadajacym za mono-cud-dieta w postaci odgazowanej przegotowanej COCACOLI przez 4 dni z rzedu.
Do tego widok porcelanowego klopa wokol ktory normalnie ogladacie z gory...
Po kilku dniach totalnej rozkladki wrocilem do normalnej pracy ze swiadomoscia dobrego wiatrowego dnia tylko tak przeplukany iz dobrze nie moglem sobie przypomniec kiedy tak fajnie poplywalismy i na ile wialo.
aloha
Na dokladke tekscik z kiteforum.pl na ten sam temat:
http://www.kiteforum.pl/forum/viewtopic.php?p=231298&sid=23746c28af0a6bfd6636680259bd0996#p231298
Góra
--------------------------------------------------------------------------------
Wt cze 08, 2010 0:06
Rzeczyc nie polecam! Jeżeli zdrowie, zawartość żołądka i jelit są wam miłe to odpuście sobie rejony gliwic z dzierżnem na czele!
Swoje "przeleżałam" nie tylko ja bo i mój chłopak, razem z nowo poznanymi dwoma ziomkami. Na twarzy powyskakiwały jakieś kropki - na szczęście już i ten objaw "zatrucia" mija. Znajomy dopiero dzisiaj z łóżka się pozbierał (od piątkowego pływania).
nuttin
Posty: 18
Dołączył(a): wrz 2009
Lokalizacja: Ruda Śląska Góra
--------------------------------------------------------------------------------
Wt cze 08, 2010 11:05
...to niezła jatka , kiedyś po pływaniu na Dzierżnie[ KGB beach] miałem ból głowy, mostka, duszności i pierwsza myśl, że trzeba żegnać się z tym światem ,ale pomyślałem: ok, może za dużo zjadłem lub za mało wypiłem ...a to jednak urok żródlanej wody z Kłodnicy , bo jeszcze kilka osób z tego pływania miało zbliżone objawy. Dla ułatwienia dodam, że było to jakoś w wczesną wiosną , kwiecień chyba? i powódź była dopiero "w planach"
GURU 10.5
Posty: 2274
Dołączył(a): paź 2004
Lokalizacja: Galicja; blog: www.kiteguru.pl
Strona WWW Góra
--------------------------------------------------------------------------------
Wt cze 08, 2010 12:15
chyba wiekszosc z wtedy pływajacych to miała ale jak by co to chyba sie mozna uodpornić bo potem było jeszcze pare pływań i nikomu nic nie dolegało, ale teraz po powodzi miałbym wątpliwości czy tam wejsc, chociaz kiedys bedzie trzeba
los bizonos
Posty: 330
Dołączył(a): wrz 2005
Lokalizacja: śląsk, Gliwice
Strona WWW Góra
--------------------------------------------------------------------------------
Śr cze 09, 2010 6:59
Byłem wczoraj rowerem na wodą, po niewietrznym brzegu pływał sobie bryjowaty kożuch, czy jak to zwać.
Wiatr był słaby, to i on prezentował się ładnie, nie wymieszany z wodą.
Z drugiej strony, łabędzie pływały obok i miały to w du....e
i to dosłownie
AdamR
Posty: 87
Dołączył(a): wrz 2007
Lokalizacja: Śląsk Góra
--------------------------------------------------------------------------------
Śr cze 09, 2010 9:32
siemanko
Dzierżno to ja osobiście narazie olewam , po piątkowym pływaniu rzygałem całą noc , drgawki gorączka ... no troche masakra . ale i tak było warto , nawet jak bym wiedział że sie tak rozchoruje to bym zrobiło to samo 20 w. w porywach , słoneczko , 7 h pływania ...... = 7 h rzygania hehehe coś za coś
Czy ktoś jutro planuje gdzieś pływać , ja myśle o pogorii bo tam nie byłem jeszcze , no i nie spływaja tam chyba żadne ścieki . mam nadzieje że na 14stce bedzie dobrze....
Polecam ten spot wszystkim toczacym nierowna walke z nadwaga i tym przepadajacym za mono-cud-dieta w postaci odgazowanej przegotowanej COCACOLI przez 4 dni z rzedu.
Do tego widok porcelanowego klopa wokol ktory normalnie ogladacie z gory...
Po kilku dniach totalnej rozkladki wrocilem do normalnej pracy ze swiadomoscia dobrego wiatrowego dnia tylko tak przeplukany iz dobrze nie moglem sobie przypomniec kiedy tak fajnie poplywalismy i na ile wialo.
aloha
Na dokladke tekscik z kiteforum.pl na ten sam temat:
http://www.kiteforum.pl/forum/viewtopic.php?p=231298&sid=23746c28af0a6bfd6636680259bd0996#p231298
Góra
--------------------------------------------------------------------------------
Wt cze 08, 2010 0:06
Rzeczyc nie polecam! Jeżeli zdrowie, zawartość żołądka i jelit są wam miłe to odpuście sobie rejony gliwic z dzierżnem na czele!
Swoje "przeleżałam" nie tylko ja bo i mój chłopak, razem z nowo poznanymi dwoma ziomkami. Na twarzy powyskakiwały jakieś kropki - na szczęście już i ten objaw "zatrucia" mija. Znajomy dopiero dzisiaj z łóżka się pozbierał (od piątkowego pływania).
nuttin
Posty: 18
Dołączył(a): wrz 2009
Lokalizacja: Ruda Śląska Góra
--------------------------------------------------------------------------------
Wt cze 08, 2010 11:05
...to niezła jatka , kiedyś po pływaniu na Dzierżnie[ KGB beach] miałem ból głowy, mostka, duszności i pierwsza myśl, że trzeba żegnać się z tym światem ,ale pomyślałem: ok, może za dużo zjadłem lub za mało wypiłem ...a to jednak urok żródlanej wody z Kłodnicy , bo jeszcze kilka osób z tego pływania miało zbliżone objawy. Dla ułatwienia dodam, że było to jakoś w wczesną wiosną , kwiecień chyba? i powódź była dopiero "w planach"
GURU 10.5
Posty: 2274
Dołączył(a): paź 2004
Lokalizacja: Galicja; blog: www.kiteguru.pl
Strona WWW Góra
--------------------------------------------------------------------------------
Wt cze 08, 2010 12:15
chyba wiekszosc z wtedy pływajacych to miała ale jak by co to chyba sie mozna uodpornić bo potem było jeszcze pare pływań i nikomu nic nie dolegało, ale teraz po powodzi miałbym wątpliwości czy tam wejsc, chociaz kiedys bedzie trzeba
los bizonos
Posty: 330
Dołączył(a): wrz 2005
Lokalizacja: śląsk, Gliwice
Strona WWW Góra
--------------------------------------------------------------------------------
Śr cze 09, 2010 6:59
Byłem wczoraj rowerem na wodą, po niewietrznym brzegu pływał sobie bryjowaty kożuch, czy jak to zwać.
Wiatr był słaby, to i on prezentował się ładnie, nie wymieszany z wodą.
Z drugiej strony, łabędzie pływały obok i miały to w du....e
i to dosłownie
AdamR
Posty: 87
Dołączył(a): wrz 2007
Lokalizacja: Śląsk Góra
--------------------------------------------------------------------------------
Śr cze 09, 2010 9:32
siemanko
Dzierżno to ja osobiście narazie olewam , po piątkowym pływaniu rzygałem całą noc , drgawki gorączka ... no troche masakra . ale i tak było warto , nawet jak bym wiedział że sie tak rozchoruje to bym zrobiło to samo 20 w. w porywach , słoneczko , 7 h pływania ...... = 7 h rzygania hehehe coś za coś
Czy ktoś jutro planuje gdzieś pływać , ja myśle o pogorii bo tam nie byłem jeszcze , no i nie spływaja tam chyba żadne ścieki . mam nadzieje że na 14stce bedzie dobrze....
MTB AUSTRIA Kolega podeslal fajowego linka
http://www.austria.info/pl/austria-aktywny-urlop/-1125659.html
wtorek, 1 czerwca 2010
wtorek, 25 maja 2010
P4-Koparki

Eksploracja w poszukiwaniu spotu na NW po powodzi na Rzeczkach.
Trafiamy za namową kolegów po fachu na Pogorię IV w skrócie - P4.
Na P4 przy NW wybieramy miejsce tzw. "koparki". Dojazd zaznaczyłem na mapce (thx2zumi) - od drogi nr 86 Katowice-Siewierz skręcamy w Wojkowicach Koscielnych przy kosciele na swiatłach w prawo, potem z 700-900m drogą i nagle w prawo na drogę z płyt. Potem już wszystko widać, ale najlepiej w lewo szutrem do końca i pokluczyć trochę po piaszczystych wydmach - nawet teraz po powodzi są suche, więc dojazd nad samą wodę.
NW wchodzi nieźle, ale po krótkim brzegu, praktycznie płaska woda.
Nie ma oczywiscie takiej podstawy wiatrowej jak na Rzeczkach, ale przynajmniej nie ma syfu w wodzie.
Dzisiaj popływane na 5.3 i skate 101l - idealny zestaw na warunki sródlądowe - jeździ od 15-16knt. Poklopac - teraz już znam twoją tajną broń na słaby wiatr, czyli lekka deska 100l i 5.3-5.7 i tnie jak cholera :)
BTW. Lechu zapomniał prawie o wszystkim, czyli o termosie pysznej herbatki oraz aparacie - stąd brak zdjęć, bo ja też zapomniałem, hehe
Subskrybuj:
Posty (Atom)








