piątek, 16 września 2011

3-dniówka z resztkami cyklonu Katia

Mega warun na 3-dniowym wyjeździe nad Bałtyk w składzie Paweł i Flakon.
Dojeżdżamy o 1:45 do Ustki i kimamy w hotelu Mondeo. Dla dwóch jak znalazł. Pobudka o 9.00 i sniadanko. No i zaczyna się...

Prognoza sprawdziła się co do joty. WG + WF + krótki ICM aby dokładnie wstrzelić się w godzinę. 13-tego we wtorek wbrew pozorom okazał się najmniej pechowym ;) Fala i wiatr w trybie szkolnym, czyli 4.3/4.7 na blachę i dobra fala do jazdy na lewo od portu w Ustce pomiędzy pirsami (polecony spot przez Jacka Bednarskiego POL96 - dzięki!). 22C i słońce cały dzień nie zwiastowały nadejscia jesieni. Pojeżdżone od 10.30 do 16tej z krótkimi przerwami na tankowanie. Generalnie prywatny spot. Tylko my we dwóch i kilknastu późnych wczasowiczów na plaży.

Po południu zajeżdżamy do Rowów na prawo od portu by sprawdzić co tam się działo. Wygląda nieźle, ale jednak lekki chaosik na wodzie. Na spocie około 15-20 osób. Zjadamy rybkę i nie mamy już siły już na wieczorną sesję, a do tego lekko siada. Ciągle nie zapowiada to nadciągającego armagedonu. Zajeżdżamy nad Gardno do przyjaciela Janusza na SurfCamp na nocleg w przyczepie kempingowej.

Sroda - zaczyna się. Kierunek WSW - uderzamy do Rowów na prawo od portu. Na początku otaklowane 4.3 po 4 halsach w morze o razu mówi, aby se dać spokój. Szybkie przetaklowanie na 3.7 na blachę, ale ciągle dużo. Fala zaczyna łamać się w sekundę. Nie ma czasu na cutback'i. Borówa z Piotrusiem jako dwóch nielicznych jeżdzą na 5tkach. Reszta siedzi w krzakach albo zwija się po 0,5h prób pływania. Oczywicie nie mają nasi panowie fun'u. Piotrus zalicza spacerek lesną scieżką, zamiast twardo stąpać po plaży. A na wodzie niektóre fale tworzą tzw. imadło miażdżąc przeciwnika w swoich ramionach podczas przechodzenia przyboju.
Generalnie przybój przyjmuje tryb "never ending story". W tym dniu nie ma czegos takiego jak pojęcie - "przeszedłem przybój" - on zaskakuje wszędzie i jest to kwestią czasu kiedy dorwie.

Na powrotnym halsie skoki prawie jak na wychodzącym. W szkwałach na wodzie spokojnie 40+knt. Prąd - rzeka. Już wiemy, że ten dzień to tylko taki sprawdziam i ciągle liczymy na kolejny, gdy ma odkręcić na W. Kończymy około 18tej sprani po mordach jak należy. Spanie załatwia "trener" wujka Klony w domkach Gaja. Mała imprezka, "pierdzący żurek trenera" podawany w płaskich talerzach i spanie.

Czwartek - uderzamy do Ustki. Godzina 11.15 - odkręca na W. Taklujemy 4.3/4.7 i na wodę. Jako przedskoczkowie z Pawłem ogarniamy spot. Reszta nie wie co taklować. bo jest lekki offshore, ale spokojnie przechodzimy przybój i jeździmy. 100m od brzegu jest już moc i super gładka woda między 1,5m falami. Po 0,5h robi się dużo. Spływam na plażę i takluję 3.7, a koledzy się dziwią i lekko wkurzają, że ich 4.7 trzeba przetaklować od razu na 3.7/4.2. Potem jest już tylko lepiej. Fala buduje się i wchodzą regularne sety 3m na lewo od wyjscia na plażę. Paweł w tym dniu skupia się na skokach i próbuje backloopów - narazie ciągle nieustane, ale kręci już zdrowo. Ja kręcę jazdę na fali. Warun wymarzony. Rekordowe przejazdy do 8 cutbacków.

Nawet Borówa z Piotrusiem tego dnia są wniebowzięci. Kończymy przed 17tą.
Napiszę krótko - był to najlepszy wyjazd tego sezonu nad Bałtyk.
Czas poszukać 70l deski.

Więcej fotek [Ustka 13.09], [Rowy 14.09] i [Ustka 15.09]

Brak komentarzy: