Ruszam z Kalnicy (parę km mało uczęszczany asfalt) do Kiełczawy i tam przez działy (aby ominąć smoliste podłoże) dostaję się do Baligródu. Od teraz jest już po szlaku - niebieskim na Kropiwne (ja bym to określił jako "Krwiopijne" ;) jako że sporo podchodzenia w liściach po osie. Z Kropiwne już powoli wznoszącym się grzbietem (oczywiście z interwałami góra/dół) docieram na Durną (końcówka z buta). Ani nudno ani monotonnie nie jest, bo co chwilę jakiś zjaździk, żeby potem od razu znowu nabierać wysokości. Końcówka przed Łopiennikiem - próg 2m, ale da się wnieść rower, potem już singielek wijący się w trawie aż pod sam szczyt. O dziwo pod szczytem nie wieje, za to po drodze chciało urwać łeb. Zaczynam zjazd z Łopiennika czarnym szlakiem, który wije się jak opętany, miejscami trzeba go szukać pod grubą warstwą liści, ale sama ścieżka pod spodem bez wyrywania kierownicy. Docieram do Dołżycy, gdzie robię dojazdówkę drogą do Cisnej. Tam robię mały odpoczyn pod sklepem z uzupełnieniem płynów + bułka na drugie śniadanie. Z bułką ściśniętą w brzuchu dojeżdzam do bacówki pod Honem, gdzie oficjalnie można zejść z roweru i wepchać go pod liną wyciągu talerzykowego (nachylenie do 30%-35%) czerwonym szlakiem. Od górnej stacji da się już podjeżdzać na Hon. Potem małe popychanko pod Osinę i zaczyna się jazda w kierunku Wołosania. niby tylko 300m przewyższenia do zrobienia między Honem a Wołosaniem, a wychodzi z tego z 500-600, bo po drodze Sasów i parę innych pipantów. Chwila oddechu na szczycie i ruszam w kierunku przełęczy Żebrak mijająć Jaworne usiane skałokami. Stamtąd wydawałoby się, że już będzie w dół do przełęczy, ale że ona jest na 816m to jak zwykle jest pod górę ;). Od przełęczy dalej czerwonym szlakiem pasmem Wysokiego Działu kręcę w kierunku Chryszczatej (niby 816->997m na 5km czyli będzie spokojnie na koniec). Po drodze oczywiście jest kilka pomniejsyzch wierzchołków, które oddalają zdobycie szczytu i wyciskają ostatnie poty. Jest 16.00. Czasu na styk do zachodu (czołówka awaryujnie w plecaku ;), więc zaczynam zjeżdżać niebieskim szlakiem (ze 2 pipanty po drodze) ale ponad 8km zjazdu (kolejna perła!) z przeskokiem na leśną ścieżkę na przełęczy przed Suliłą skąd dość zrytą przez konie ścieżką docieram do Kalnicy. Uff, 60km i 2400-2500m.
Bieszczadzka Jesień MTB from Lorzelek on Vimeo.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz