Jako że jestem zwolnennikiem tego co dobre/sprawdzone i nie mając możliwosci czasowych w listopadzie, ogarnąłem szybko temat z Markiem "Guru" i od 14tego października siedzimy na Mauro. Wstrzelilismy się jak narazie w prognozę maksymalnie, bo przed naszym przyjazdem była 4-5 dniowa dziura, która po wywianiu się układu wyżowego zawsze się pojawia. Standardowy forecast na WG/WF pokazujący 10-11knt ESE/SE przy przypiekającej klarze, daje nam mnożnik x2. Na najbliższe 8-10dni układ ma się dobrze i będzie nam "suszył" w płachtę jak należy - w tym nasza nadzieja ;)
Już na lotnisku spotykamy kilka osób z "wielorybami" w tym Kristin Boese, którą rozpoznaje Guru - jeszcze z czasów WS, jak kupował SurfMagazine ;). Tym razem wzieła WS'a, żeby sobie chyba przypomnieć o co kaman, bo w kite'cie toż to jakas mistrzyni (http://www.kristinboese.com).
Aktualnie mamy zaliczone 2 dzionki pływania. Z tego w pierwszy dzień po przylocie padlismy na pysk i obudzilismy się o 12tej tutejszego czasu, czyli o 10.00 w Ojczyźnie co można porównać do "srednio leniwego spiwora". "Pełna mobilizacja" o 7.00 po przybyciu do apartamentu zamieniła się po przebudzeniu w "o cholera, już 12ta". Na spot przybywamy o 12:30 i od razu atakujemy żywioł. Wiucha 19-22knt więc 5.3 pasuje jak ulał i jak narazie nie wydaje mi się ciężki. Zobaczymy jak będe gadał po popływaniu na 4.2. Pykam 3,5h sesje na Manale, gdzie wkręcam się na maxa w falę i timinig zaczyna być coraz bardziej własciwy. Nawet na byle 1m krawężnikach da się robić cutback za cutbackiem. Guru ćwiczy deseczkę wave'ową North Rocket Fish 5'7" wraz z Ozone C4 9m2, ale narzeka, że ta 9tka za duża na falę, bo sciąga go z deski przy zwrotach. Ja po 3,5h jestem sztetke i uderzam w kocyk. Guru męczy jeszcze drugą sesję zaliczając w ten dzień wszystkie spoty waveowe, włącznie z Oneye'em, bo to na najbliższy tydzień jedyny dzień, gdzie fala ma tam 1,5-2m. Potem wg prognozy będzie tylko większa, duuużo większa i bedzie duży ryzyko utraty sprzętu.
Ja tego dnia rozpoznaję na wodzie inną znakomitosć, bo jak mam nie zauważyć goscia, który obok mnie wali front loopa na 0,5m rampie. Okazuje się że to nasz germański wymiatacz Klaas Voget. Kurna, robi się ostro na wodzie. Trzeba się bardziej starać, żeby nie wyjsć na leszcza.
Drugi dzionek, to już 25knt w podstawie do 30 w szkwałach.
Zanoszę 5.3 na trawkę, ale widzę, że się chyba wydurniam, bo wszystkie pannienki taklują ~4.2. Jako że moja tusza nie odbiega zbytnio do jakiejs tam dziuni, pakuję 4.2 Blade na FireSticka i zapuszczam mu brzucha, żeby nadrobić te kilka moich kilogramów do nich. Tego dnia już zaczynają wchodzić sety z SW, jak prognoza swell'u przepowiadała. Początkowo zabawy na Małym Break'u nadają odpowiedni szlif moim zatokom i płukanie solanką mam zaliczone. Gdzies tam udaje mi się zrobić cos na kształt aeriala, ale to prawdopodobnie tylko w moich wyobrażeniach. Prawda jest taka, że wybijam się z lipa i ląduję przed nim jakie 1,5-2m. Wrażenie niesamowite :)
Druga sesja z Guru na Manale obfituje w niekończące się przejazdy fali, ale też w "pyskówkę" o pierwszeństwo, "falę w mordę" i ucieczkę przed 3m dziadem przez 150m, który smera mnie po nogach.
Zaczynam testować GoProHD i filmy jakosciowo wychodzą naprawdę super. Obróbka materiału HD (nawet 720p) na lapku to dramat, więc składać będę po powrocie (ew. zrobie jakies kilkusekundowe urywki), ale fotek też trochę na wodzie robię w trybie 2sek, więc cos powybieram i powklejam.

Trzeci dzień - przyjechali koledzy z Polski - Piotrek i Tomek. Dzisiaj początkowo 4.2 bo na plaży miernik pokazał 26knt, ale gdy nadciągnęło zachmurzenie, wiatr stał się mało kaloryczny - raz wiało na 4.2 raz na 5.x. Przemęczyłem na 4.2 ile się dało na Małym Break'u, gdzie swell wchodził co kilka minut w wysokosci 2-3m. Na drugą sesję na Manawe wziąłem 5.3 i Guru swoje C4 9m2 i to był strzał w dziesiątkę, bo zrobiło się tam 16-18knt i sporo gosci odpusciło. Jako że Poklopac kazał się integrować z Klassem, to miałem dzisiaj okazję nawet jechać wspólnie jedną falę z Vogetem. Na powyższym zdjęciu złapałem Klassa przy batonie. Potem gosć pokombinował i zrobił cos jakby 360 w tubie, gdzie os obrotu była w poziomie. Jednak fala go połknęła i było pewne, że cos/ktos oberwał. Lanie dostał srogie od 5 metrowego trolejbusu (w tych 5m zmiescił się ze swoim masztem idealnie do góry nogami, ale fala się zawaliła. Sprzęt przeżył, ale miszczu sobie nogę przeciął o fina. Podpłynąłem/zapytałem, pomoc była w drodze, ale z 0,5h dryfował na desce z Manawy, aż się dostał w prąd kanału. Tam zebrała go motorówka. Generalnie słaby wiatr na Manale zapodał mega gładką powierzchnię do jazdy z fali i między falami. Ostatnia godzina to spot dla 5-8 gosci. Spłnęlismy dopiero o 18.30 ze spotu jako ostatni. Coraz lepszy timing w jeździe popłaca. Miałem też okazję oglądać z bliska radykalną jazdę wave w wykonaniu kolegi Klassa, ale nie poznałem goscia po twarzy. To już była rutyna - gosć robił co chciał, jadąc na grzywaczu na lipie czekał aż się zbuduje pod nim do min. 3 m, bo z mniejszej pewnie za mały speed by miał i nie wykręcił by radykalnego batona i potem cutbacka. Robi wrażenie.


Dzisiaj po rozmowie z kolegą Francuzem na plaży w końcu dowiedziałem się, ktoż to jeszcze wczoraj ujeżdżał Manawę. Victor Fernandez, Marcillo Brown oraz Sebastian Wenzel we własnych osobach - dobrze że nie wiedziałem, komu zabieram falę bo bym się spinał, a tak jechałem swoje ;) Fakt, że nawet kilka razy zabrałem "trolejbus" nieetycznie, ale miszcze odpuszczali, hehe. Dzisiaj natomiast dzień na 5.3, bo trochę zachmurzenia rozbrajało wzmocnienie wiatru. 2 sesje na Manale - poranna w srednim natłoku, wieczorna przy 5-6 osobach i na szczęscie wcelowalismy z powrotem, bo kolega Francuz "zamknął drzwi i wyrzucił klucz" na fali 15 min później, ale za to kosztowało go to 1h dryfu na 5.0 przy 8-10knt z walącymi się 1,5m falkami na plecy. Będzie gosć dobrze dzisiaj spał. Coraz bardziej polubiam 5.3 nawet po przepływaniu całego dnia na 4.2 dobrze strymowany S-1 działa jak włącz/wyłącz.


Już powoli literka "e" odpada mi od bomu i myslę, że do końca wyjazdu napewno odleci ;)

Powyżej "dziad" nalewa mi sie do żagla przy spóźnionym cutbacku. Praca żagla jakby trochę inna.

Dzisiaj zaczął zawiewać wiatr ze wschodu i do 12tej nie było nic na wodzie. Guru wypatrzył wiatr pareset metrów od brzegu, nabimbał 9tkę, zrobił wysokosć na plaży i dojechał jednym halsem na Manawę. Trudno zostawić kolegę samego na spocie, więc zapodałem 5.3 i również "na halabardę" dojechałem do niego. Mielismy spot dla nas dwóch przez prawie godzinę, zanim reszta na brzegu się otrząsnęła ze zdziwienia, że wogóle da się pływać, a mysmy tam jeździli w slizgu na halsie i falę na powrocie na okrągło ;). Potem Markowi zrobiło się dużo na 9tce i zjechał na kocyk oraz zmienić szmatkę. Ja pociągnąłem po bomie i jeszcze jakos ogarniałem jazdę, ale trzeba było kłasć pędnik jak cholera, a jazda z fali w początkowej fazie w pełnym furkocie żagla w linii wiatru. Lekko przeżaglowany wróciłem do brzegu, bo pociągniecie po maszcie na wodzie nie wchodziło w grę - wszystko rozpływa się w różnych kierunkach i potem się tego nie połapie.

Po południu Guru wyszedł na 5tce a ja zanim dopłynąłem do Manawy, to już go nie widziałem, co było trochę dziwne. Jak się później okazało miał mały zonk. Jako że jeździł mało agresywnie falę, to mu ciągle gadałem, żeby zaczął łapać bardziej radykalnie lipa co też zaczął wdrażać w życie, ale którys lip się wziął i rypsnął - skotłowało go, latawiec spadł do wody, przypadkowo go odpiął i w ten oto sposób został bez sprzętu, bo brak deski wave'owej po mielonce to normalka, ale brak latawca, to już daje do myslenia.
Generalnie ekipa na spocie stanęła na wysokosci zadania i jeden gosć przywiózł mu deskę, laska dociągnęła kawałek do innego goscia, który złapał jego latawiec. Gostek przekazał kite'a totalnie poplątanego i zapytał czy wezwać rescue, na co Guru tym razem wymiękł i nie przeszło mu przez gardło "no help" ;)
Skończyło się szczęsliwie, bo wszyscy na spocie są czujni, a Guru przeprosił się od dzisiaj z leashem do deski.

Żeby nie psuć naszych nastrojów, wiatr nie odpuszcza - fakt, że trzeba jechać do Bel Ombre, bo minimalna odchyłka na ENE i w Le Morne mamy wiatr z "dupy strony", albo wcale. Natomiast w tym samym czasie w Bel Ombre wczoraj pływanie na spałowanym 5.3 przez ponad 3,5h, aż niski pływ zaczął dawać o sobie znać, szczególnie przy powrocie przez rafę. Trzeba było kombinować z jazdą przez całą rafę (50m) na 15-20cm "krawężniku", żeby nie przyhaczyć finem 23cm. Ewentualnie w butach da się przejsć przez rafę, co praktykowałem w zeszłym roku - tam nie jest ona ostra. Fala w Bel Ombre nie jest może rewelacyjna, ale 2-3m "piramidy" chodzą i przy odrobinie refleksu da się złapać ze 2-3 cutbacki. Przy okazji zapodalismy lokalną zupkę i znajomej pani.
Dzisiaj rano w Le Morne na plaży mielismy 16-20knt, więc Guru odpalił 9tkę i jakos dopłynął daleko za Mały Break. W tym czasie na Manale z 15 kiteów. No to otaklowałem 5.3 i ruszyłem w tamtym kierunku. W połowie laguny siadło do zera. Wszystkie kite'y pospadały. Guru powahlował jeszcze z 5 minut i też poległ. Ja zacząłem sobie wracać te 200m na piechotę, ale na Manale zaczęły się "łowy za kasę". Rescue i rybacy prawie że licytowali się na wodzie za ile zabiorą rozbitków ;) Żartuję, każdy miał swój rewir, więc każdy się "obłowił w złote rybki". Guru został podjęty przez rybaka i jakos wytargował 35E za prawie 2km zwózki, bo tyle go wyniosło. Ale idąc za ciosem, stwierdził, że nie ma co siedzieć na plaży, tylko jedziemy do Bel Ombre.
Ja byłem srednio skory do jazdy tam, ale na "zupkę z pulletami" zawsze jestem chętny. Na miejscu się okazało, że jest pływanie na 4.2 i 5m latawce. Normalnie szok na maxa. Także kolejny dzień pykania fal zaliczony, a niby od jutra dobry forecast. Obaczym. Własnie skończyłem naprawiać przyjacielowi Francuzowi Fanatica NewWare 81l, bo walną go z pięty w pokład pomiędzy dziobem, a stopą masztu. Suszarka+plastelinka epoxy M2+2 piwa Phoenix i trzyma jak skała ;) Ale widać, że mała waga nie popłaca.
A o samym naszym przyjacielu Franzucie, to napiszę osobną historię, bo dostarcza nam niezłych opowiesci...
Oneye:


Dzisiaj mam przełom - bo tak już naciska Poklopac i reszta ;) Za namową Guru i po przeanalizowaniu pływów i wielkosci fali - startuję na Oneye'a na 5.3. Fala 1-2m, więc może nie będzie hardcoru. Jazda fali offshorowej to kompletnie inny sposób domykania pędnika. Do tego szybkosć łamania fali jest oszałamiająca, co już dzisiaj udało mi się zweryfikować dobrym laniem, które nadeszło niespodziewanie wraz z 1,5m wałkiem.
Pełne akwarium z kolorową rafą podczas cięcia gładkiej wody potęguje doznania. Ale nie wyobrażam sobie narazie jeżdżenia tam przy 2-3m i niskim pływie. Wtedy to tam jest naprawdę 15-20cm wody. Dzisiaj było do pasa i że tak powiem, można to jakos przeżyć ;) Przy niskim stanie ludki tam używają twinserów/thrusterów/quadów. Ale ceny jak narazie kosmiczne. Trza poczekać. Po południu szybka sesja na 4.2 na Manale jednoczesnie z szybką ewakuacją, bo zaczęło siadać. Ponowna zmiana żagla na 5.3 i wtedy na Manale jest już akurat.
A na koniec dnia odkryłem, że ktos zarąbał mi 3-letnie wyslizgane klapki i od dzisiaj poruszam się po wyspie na bosaka. No może do jutra, gdy skoczę do sklepu nabyć jakies kolejne, bo w pełnych butach to tutaj nie da się wytrzymać.

10 komentarzy:
W koncu jakis konkret Flakon. Zaprzyjaznij sie z Vogetem i wal lupy. I w koncu one-eye. Wez te kamere i wal w one-eye'a.Jestes tam po raz chyba 5piaty czy szosty wiec nie ma sie co obcinac jakby.
pzdr
poklopac
Glosem teoretyka z Polski Flakon moge dodac ze prawdopodobnie te 360 w pionie na lipie to zwykle Gu screw - zobacz:http://www.continentseven.de/windsurfmove796.html
pzdsr
poklopac
Źle się wyraziłem - to było jak "loop in the tube". Ale Gu Screw w 5m rulonie możemy nazywać jak chcemy. W każdym razie efekt zajebisty, skutki raczej mało przyjemne.
Zobacz na :http://www.stehsegelrevue.com/pod/20101015205631/
wiecej jest tam tych miszczow
jp
Pikne ujęcia, ale mi codziennie ciśnienie chłopie podnosisz ;-)
DO ANONIMOWEGO: Tez myslalem aby zalozyc "Klub pokrzywdzonych przez Flakona" ale trzeba przyznac ze dobrze sie czyta te dyrdymaly. I w koncu jego lokasta grzywa podwiewa na fotach bo do tej pory jak jezdzil z innymi ludkami to fot ni hu hu chyba ze przez przedluzke olympusa. A teraz prosze co 2 sekundy fota. Tylko musisz Flakon jakies miny robic to mi wyglada na megastresior ten afrykanski waveriding...Smile more i znajdziemy Ci sponosra na ns wyjezdzik - easy poszukuje takich obiezyswiatow z talentem pisarskim
I pisz dalej bo moze jakis forecast nam sie trafi i ruszymy po lekturze newsow na otmuchowske jezero
pzdr
poklopac
No to apropos jak to mówią, (jak w tej reklamie) wszystko piknie na fotkach, no ale wyraźnie widać jak Flakonowi zakola lecą ;-) (zwłaszcza w slow motion. No i czy nie od razu nam lepiej w tym zimnym, lekko popierdolnym klimacie.
PS forecast jest na jutro, jestem na Rzeczycach
mega fana relacja tak 3maj! az sie lza w oku kreci ze mnie tam nie ma w tym roku ... niestety nie bylo dane ;(..pozdro. misiow
wcale nie wymiękam, mam k..ewsko daleko do wymiękania jeszcze, he,he
leash do deski rozważałem tylko teoretycznie, ale faktycznie nie użyłem go ani razu...trza "se" odpowiedzieć na pytanie co lepsze na dużej 3/4/5m fali:
-zgubić dechę[ wersja bez leasha] czy dostać nią na leashu w pałę, znaczy w głowę ;(
mów mi ...Guru;)
Prześlij komentarz