sobota, 23 października 2010

Mauro - part II cd.

Dalej z Guru kontynuujemy dopołudniowe lekcje na Oneye'u przy wysokim stanie wody. Dzisiaj poszlismy vabank na małym sprzęcie, czyli ja na 4.2 a Guru na 5m2. Przetestowalismy sprzęt w jego dolnym zakresie do bólu na halsówach, ale za to jazda fali na pełnym luzaku bez przeżaglowania w baksztagu się przydaje. Przy za dużej płachcie nie ma jak otworzyć żagla, bo się piana sączy nad nokiem bomu i generalnie miałoby się taki speed, że łatwo o błąd.


Niby fala mała, bo swell ma 60cm, ale jak się wałek zaczyna wypiętrzać przed rafą, to robi się z tego i 2m "dziecięca kolejka wąskotorowa".



Po południu doprawka na Manale, znowu w dolnym zakresie sprzętu, bo już nie mielismy siły się przetaklowywać. Fala już mniej regularna, z powodu braku konkretnego swell'u. Trzeba szukać szkrzętnie potencjalnych górek do jazdy, ale wyczerpują nam sie bateryjki o 16:00. Szczególnie że w nocy nie dali Ruscy pospać, bo urządzili sobie imprezę do 5:30 rano. Dzisiaj osiągnęlismy rekord czasowy stawienia się na spocie, bo już o 10:00 zameldowalismy się na piasku. Normalnie to 11:00 na luzaku.

Niedziela - 2 sesje na Oneye'u na wysokim stanie wody i każda zakończona "aerialkiem". Lip na Oneye'u albo wyrzuca w kosmos, albo zrzuca "ze skały". Jak każdy wytrwany jeździeć zaliczyłem oczywiscie oba warianty, przy czym druga opcja odbyła się tak, że na 4.2 prawie zrobiłem skok o tyczce. Natomiast jesli chodzi o loty to za pierwszym razem nie wiedział o co chodzi, dopóki nie leciałem w powietrzu nad pianą i jako tako wylądowałem. Za drugim lotem to już dosć kontrolowałem i z grubsza wiedziałem, że trzeba wylądować przed pianą, bo inaczej piana wyląduje na mnie. A to wszystko o dziwo na 1-1,5m fali. Na zakończenie przy powrocie z Oneye'a zrobiłem długi hals w ocean, żeby ominąć Szamoo, ale cos źle wycelowałem i na halsie do brzegu zaliczyłem 21cm finem ze 3 razy "znicze olimpijskie" i to nie było już miłe. Następnym razem trzeba to omijać dużym łukiem, gdy idzie niski pływ.

Dzisija na spocie meldujemy się o 13:30 co się okazuję jest idealnym timingiem, bo 5min wczesniej zaczęło wiać ;). Jakies takie przeczucie czy co? Jako że już końcówka wyjazdu i fala poprostu zniknęła, albo jest totalnie nieregularna, co organoleptycznie sprawdzilismy na Oneye'u i Manale, zapodaję kite'a z waveówką i idzie całkiem dobrze na płaskim w lagunie. Wysokosć robię, zwroty bez przestawiania nóg czyli z prawego halsu na lewy i dalej jazda na switchu i potem spowrotem na prawy hals opanowane. W drugą stronę na switchu gdy się jest "goofy" to już masakra. Ale pewnie da się rozkminić temat. Z przestawianiem stóp prawie się udaje, do momentu wyciągnięcia przedniej nogi ze strapa. Ale Guru podpowiedział parę knifów, więc jak będzie warun to postaram się ogarnąć. Generalnie pływanie na wavewóce dosć przyjemne.

Dla chcących posłuchać lokalnych klimatów polecam: Radio Best FM.

Ostatnie 2 dni na kite'a - jeden w Bel Ombre przy czym byłem totalnie zdepowerowany, więc spokojne pływanie na 5.3 by było, ale fala taka nijaka, a potem odcięło wiatr przy plaży. Drugi dzień na "czarnej plaży" przed Le Morne i wiatr z kompletnie drugiej strony, czyli nijak mający się do prognozy (była NE 10-11knt, wiało NW 14-20knt). Wyczekalismy wiatr i o 12 odpaliło. Do 16tej dobre pływanie na 9tkach. Guru w ramach zwiedzania terenu zrobił wycieczkę dookoła wyspy (jakies 3km wysokosci i potem downwind), ja ćwiczyłem w lagunie jazdę tam i nazot normalnie i na switchu. Parę katapek było, jedynie okluary nie wytrzymał nacisku "słupa wody" i się rozdwoiły. A tak się dobrze sprawowały w mielonkach i benc.
To już koniec tego dobrego i wracamy do kraju...

Brak komentarzy: