Nurkując natrafiłem na protektor dziobu do jakiegos Mistrala oraz na urwany fin. A tak to ładne rybki i roslin.
Od drugiego dnia Mauritius nas rozpieszcza wiatrowo.
Pojawił się swell z SSW i robił piękną falę na małym break'u (taka do 2,5m).
Wiatr na 5.3 i pocketa - 16-18knt. Czyli podstawowy zestaw w ruchu.
Kolejny dzień również na 5.3 ale już lekko spałowanym. Większa fala na "małym" i potem do 3m na "szamoo", jakkolwiek się to pisze właciwie.
Tego dnia Markowi schodzi powietrze z latawca za "szamoo" i robi self-rescue, tzn. Guru holuje Marka i przedłuża mu ręce do kostek. Okazuje się, że pękł szew i od razu wylazł bladder i zrobił bum. 9tka nie do użycia i od razu przekazana do naprawy.
![]() |
| Od Lorzelek |
Czwarty dzień 5.3 i testy Manawa'y. No i to 5.3 na fale 3-4m to jest lekko za duże. Ciężko szybko nim manewrować, ale to pewnie z powodu tego, że zrobiłem z niego worek, bo wiatru tak z 15knt. Trochę tłoku jest, a ja mało wprawny, więc łapię tylko trochę falek i spływam na przerwę. Druga sesyjka na małym breake'u i tu już pełen wypas. Zaczynam od łapania fali na "szamoo" i jadę do brzegu z 500m wykorzystując do tego pozostałych jej braci.
Dzień piąty - jedziemy do Bel Ombre (15km od La Gaulette) odebrać Marka latawiec z warsztatu. Patrząc na prognozę, że ma wiać E-ENE decydujemy się na eksplorację nowego spotu w Bel Ombre.
Wszystkie warunki dla tej miejscówki pasują: wysoki pływ (najważniesze!), wiatr z E (side shore), swell z S (fala żebym nie przesadził, to tak do 5m, ale nie za długa - tak na 2-3 cut-back'i). Ale co najważniejsze - mamy "private spot" - 4 gosci i sety po 4-5 fal - dla każdego cos miłego. Zaczynam na wypałowanym na blaszkę 5.3, ale okazuje się ono duże na fali. Do jazdy daje pełen komfort. Marek doradza mi wzięcie 4.2. Mając opory, czy wogóle odpale, takluję jednak 4.2 i okazuje się, że jest to strzał w 10tkę. Blade ciągnie ładnie od 19-20knt na lekkim brzuszku. Na fali zaczyna mi coraz więcej wychodzić. Na koniec sesji kolega Piotr wpycha mi się na moją falę i na końcu zamykają mi się drzwiczki z obu stron, co kończy się poczwórną mielonką, ale sprzęt trzymam dzielnie, żeby potem nie padlować. Bardzo udany dzionek.
![]() |
| Od Lorzelek |
Dzień szósty - miało być lightowo a skończyło się na 4.2. Rano spora odkręta z E i za małym break'iem 300m lustra bez wiatru, ale "na spławik" przeszedłem ten "gabinet luster" i potem pełna para na spałowanym 5.3. Manawa przez 2h prywatna dla Marka i mnie. Fala 1-1,5m ale zabawa przednia. Potem wiatr skoczył do ponad 20knt i rozwalał gładź. Druga sesja już na 4.2, ale przy brzegu E jest jednak dziurawe, co jakos mi nie przeszkadza i kręcę rufki i przypominam sobie timing ducków. Podczas robienia zdjęć na One-eye'u udało mi się wdepnąć na jeżowca, który przelazł przez buta :(
Cos się zepcyła moja kamerka wodoodporna i niestety nie mam za dużo fotek (tzn. prawie nic), ale okazuje się ktos z naszej ekipy ma wodoodporny aparcik i od dzisiaj się poprawię i będę z wody cos pstrykał.
Dzień siódmy - odpoczynek. Leje cały dzień - niespotykane tutaj o tej porze roku. Jako że leczę dziurkę w stopie - "mi to pasi", ale koledzy kite'ciarze chodzą w koło i cmokają, co by tu robić. Jedziemy w końcu do Bel Ombre... na zupkę za 4zł, ale kolega Marek "poliglota" cos się źle dogaduje i dostajemy specjalnosć zakładu z przystawkami za 29zł zamiast podstawowego dania. Przynajmniej było dobre i dużo. A na dworze ciągle pada.
Dzień ósmy - dzień rybaka. Pogoda się prostuje i jest nadzieja na bezdeszczowy dzionek (a dopiero co prognoza mówiła, że będzie zlewa przez cały dzień). Wybieramy się na wycieczkę z okolicznym rybakiem na rafę. Najpierw snorkling w okolicach "grzyba", a potem wypływamy wąziutkim kanalikiem przez rafę by zapolować.
Metoda jest taka, że gosć jedzie na silniczku (ciuchutka Honda) a my ciągniemy za łodzią filet z małej rybki. Musi być filet bez osci, bo Baracuda tylko na takie leci.
Po około 1,5h mamy w zęzie 7 Baracud i jednego Kingfish'a, który w wodzie walczył jak dwie Baracudy razem wzięte. Podczas powrotu odwiedzamy wysepkę i lekki deszczyk dopada nas dopiero przed końcem wycieczki. Bardzo udane dopołudnie, a na kolacyjkę gospodarz przyrządził złowione rybki na grill'u.
Po południu cos zawiało z N, więc Marek i Guru odpalili 12tki w lagunie i zrobili sobie wycieczkę wokół wysepki (no prawie, bo Markowi brakło lekko wysokosci i zrobił 2x C).
![]() |
| Od Lorzelek |
Dzień dziewiaty - no to przyszedł sztormik. Warunki idealnie pasowały do nazwy bloga. Zaczęło się niewinnie 25-30knt. Jakos na 4.2 wypałowanym dawałem radę i falę na Manawa dało się fajnie jechać. Zero problemu robienia wysokosci. Aż do 12.30 gdy przyszedł lekki deszczy i po nim włączyło się doładowanie - w szkwałach do 40knt jak nic (ja czułem się jakbym miał przynajmniej o 1m2 za dużo, a Marek latał na 5m latawcu zdepowerowanym na maxa - na 3.3 było w sam raz). Fala zrobiła się konkretna na "naszym boisku" (czyt. Manawa). A poza spotem sztorm od strony morza - fale do 3-4m chodzące ze wszystkich stron, czyli przemierzanie krajobrazu złożonego z gór i dolin. A w tym wszystkim natrafiłem na ławicę latających ryb (z 4-5 Messerchmitów przeleciało koło mnie). Najgorsze było potem - wytracenie wysokosci przy powrocie z Manawa'y. 1,5km wysokosci do wytracenia w warunkach potężnego przeżaglowania ogarnąłem jakos szybkimi rufami w pasie przybrzeżnym, gdzie wiatr był bardziej dziurawy tzn. schodził momentami do 25knt.
Już nie chcemy prognozy na 20knt, bo współczynnik zwielokrotnienia mocy ciągle utrzymuje się na poziomie x2, a były nadzieje na x1,5.
![]() |
| Od Lorzelek |
Dzień dziesiąty - powtórka z rozrywki - do 14.00 współczynnik wzmocnienia wynosił ok. x1,5 i fala na małym break'u do 3m, ale występowało dosć dużo schodów, co nie jest dziwne przy 26-30knt. Od 14.00 na drugą sesję schodzilismy z nietęgimi minami.
Przyłożyło tak jak w poprzednim dniu. Na wypałowanym 4.2 na halsie jeździłem otwarty, a do rufy można było wchodzić bez slizgu, bo i tak w połowie zwrotu była pełna pyta. I ta sesja była krótka, bo nie miało to sensu, by pływać znowu z o przynajmniej 1m2 za dużym żaglem. Na koniec Borówa podczas robienia porządków w pickup'ie przyłożył mi pompką do kite'a pod oko i nabił mi limo. I weź tu polub "szmaciarzy" jak pompki się mszczą przy 8 bft.
![]() |
| Od Lorzelek |
Dzień dziesiąty - trzymam się z dala od pompek kite'owych, ale limo jest (i mam to swoje "one eye" ;). Dzisiaj warunki na "brzuchate" 4.2, a przepowiadany swell miał mieć 3m, co się potwierdziło na wodzie. Żółta flaga w Club Mistral, czyli kanał częsciowo zamknięty przez falę z kierunku S. "Dziadki" na małym break'u dochodziły do 3-3,5m i szerokosci 100m. Odchodziła dobra jazda na fali, bo nie występowały zbytnio krawężniki i harmoniczne jak poprzedniego dnia. Guru miał mielenie na One-Eye'u, ale na szczęscie bez strat w sprzęcie, poza małym kuku, które zrobił sobie w stopę. A ja tam się na One-eye'a nie pcham, bo dla ws'a to się zawsze gorzej kończy - jeden ws'owiec wracał z zabawkami wpław (maszcik strzelony). A tak to rescue miało dzisiaj pełne ręce roboty - zwózka ze 4-6 kiteów zza małego break'ku i One-Eye'a (zarobili z >700E). Jeden gosć połamał maszt na małym break'u, chociaż ostro nie było w stosunku do poprzedniego dnia (wiatr dochodził max do 25knt). Podczas dnia przechodziły przelotne deszczyki, ale po 16:00 przyszła konkretna zlewa i wiatr zdechł. Kto był na wodzie miał pecha. A największego ci, co byli w okolicach "jednookiego". Spacer od rafy przez lagunę pokonało 3 kite'ciarzy, w tym jeden wspierany przez kolegę surfera w czynnosci pedałowania do brzegu.
Mnie cos tknęło, żeby nie isć na trzecią sesyjkę i było to dodatkowo poparte informacją od Borówy, że na 7m2 miał już mało.
Poopalać też się dzisiaj można było, ale może sie w końcu wypogodzi na dobre, bo słodką wodę lubimy, ale w butelkach a nie z sufitu :P
![]() |
| Od Lorzelek |
Dzień jedenasty - piękne objeżdżanie fal na wypałowanym 4.2. Z prognozy 10knt było ze 26-28knt. Fala została z poprzedniego dnia, czyli 2,5-3m do jeżdzenia na małym break'u, którą ujeżdżałem ile się dało. Po pierwszej sesji popłynąłem na baywatacha, który się zwolnił po porannym najeździe fotoreportów. Wrażenia podczas siedzenia w połowie wysokosci "wieży ratownika" były traumatyczne. Gdy przechodziła pod spodem resztka fali, to wszystko się trzęsło jak na rollercosterze. Porobiłem trochę fotek i musiałem się ewakuować, bo zerwała się moja tymczasowa cuma i deska mi zaczęła uciekać. Szybki bieg po rafie i dorwałem zestaw, który był już 50m od baywatch'a.
![]() |
| Od Lorzelek |
Potem druga sesyjka na małym break'u i doszedłem szybko do wniosku po porządnej mielonce, że przejscie przez przybój "little reef" jest prostszy przez "smietnik".
"Smietnikiem" było nagromadzenie się pływających badyli i innego syfu, które koncentrowały się jak upiór w jednym miejscu. Dla "odmiany" na koniec dnia ponownie luneło.
![]() |
| Od Lorzelek |
Dzień dwunasty - dzisiaj nie było już na "male jedro". Otaklowałem 5.3 i trochę pobawiłem się na małym break'u do południa (15-16knt). Markowi ponownie zeszło powietrze z RRD 9m2 i Guru go sciągał zza "little reef'a". Potem leżakowanie na plaży i popołudniowa sesyjka zakończona żeglarską wycieczką na Manawa'ę. Gdy dojechałem tam ucieszony jednym halsem, to własnie zaczynało siadać, więc skończyło się na jednym pustym przejeździe i spokojnym powrocie do brzegu. Wczoraj mnożnik wzmocnienia wynosił x3 (10knt w prognozie), a dzisiaj miało być 12-13knt i niestety max x1.2. Różnie bywa...
Dzień trzynasty - że niby pechowy, bo miało wiać, a nie wiało. Po spędzeniu spokojnie czasu na plaży do godz. 14:00 (a w tym infiltracja terenów hotelowych Indian Resort, wypicie whisky za jubilata (spotkany znajomy Marka), zjedzeniu panini z merlinem, popływaniu wpław, pobyczeniu się na plaży), Guru wziąwszy lornetkę wypatrzył wiatr - daleko od brzegu, czyli odkręciło na E i w Le Morne nic z tego nie wchodziło. Padła szybka propozycja, żeby się szybko przemiescić do Bel Ombre. Spakowalismy się w 7 osób do naszego pick up'a (zabralismy kolegę Michała z Krakowa) i na oparach ropy dojechalismy do Bel Ombre, gdzie rzeczywiscie wiał ładny side-shore i robiła się 2-3m fala za rafą. Jako że mielismy opary w baku, to częsć ekipy poszła standardowo na zupkę za 35 rupii (3,5 zł) a 2 Marki pojechały na stację zatankować, żeby się potem nie okazało, że nawet do stacji nie dojedziemy. Gdy wrócili, to nastąpiło szybkie taklowanie i wyskoczylismy na pożegnalną sesyjkę na wodę. Niestety był niski pływ, więc kite'ciarze wzieli twintipy, a ja 24cm fin, ale już od 1/4 laguny było głęboko i dało się jeździć. Wszyscy się zarzekali, że na falę nie idziemy, bo niski pływ itp. A po 0,5h jak się zorientowałem, to już 5 z nich jeździło falę. Postanowiłem, że przejdę rafę na piechotę bo potem jest już głęboko i spokojnie siepływa. Rafa w tamtym miejscu nie jest ostra, ot co - jakby jeden wielki kamol z 3-4cm dziurkami i woda do kolan. I gdy już prawie jechałem falę, to zdechł wiatr. Dokulałem się do rafy (100m), przejscie piechtolotem i potem już jakas lekka wieczorna bryza zaoszczędziła mi 500m spaceru - na wave'ówce ciężko się płynie rufą do przodu, więc korzystałem z metody z Wieku - pochylenie deski na burtę i dopłynąłem do samej plaży.
Powrót - wszystko pięknie, tylko jakby mi walizka przytyła i miałem 5kg ponad normę (muszelki, 2 flaszki, mokre ciuchy z poprzedniego dnia), więc pani zaproponowała, żebym cos przełożył do podręcznego bagażu. Spytałem czy przedłużki przejdą przez kontrolę, a ona że tak. No to przepakowałem 2 przedłużki, piankę i siatkę z mokrymi ciuchami i 4kg zjechałem z wagą. Doleciałem do Paryża bez problemu, a tam podczas kontroli oswiadczyli mi, że przedłużki nie przejdą. Mając 45min do odlotu do Warszawy, nie miałem praktycznie szans na nadanie ich dodatkowym bagażem, albo dołożenie ich do "dużego" bagażu. I tak żabojady pozbawiły mnie 2 przedłużek NP X-Combat RDM. A patrzyli na nie, jakby to były pancerfausty. Eh... także poszukuję przedłużki RDM US-cup min. 30cm. Ale tym razem 1 sztuka mi starczy, wolę przekładać.
Reszta fotek tutaj: http://picasaweb.google.com/Lorzelek/Mauritius2009
pozdro...








7 komentarzy:
http://images.google.pl/imgres?imgurl=http://www.air-switch.com/s/cc_images/cache_1344867350.jpg&imgrefurl=http://www.air-switch.com/center-spots/bel-ombre/&usg=__44kJH-EbpcC-XqG3LTe3c34IueY=&h=290&w=660&sz=68&hl=pl&start=98&sig2=VeM7n36qaj51gZSIzRz6Og&um=1&tbnid=acqJe6N4Js9kBM:&tbnh=61&tbnw=138&prev=/images%3Fq%3Dbel%2Bombre%2Bmauritius%26ndsp%3D21%26hl%3Dpl%26lr%3D%26sa%3DN%26start%3D84%26um%3D1&ei=ABXeSrWCAou-mQPb3Nla
Niezly wypas ten BEL OMBRE.
W koncu zaczelo wiac czyli dobrze ale zdjecia caly czas jak przez przedluzke
ie masz tam jakiegos cepa z lustrzanka i za 25 EUr wam zrobi sesyjke?
Czyli tam sa waruny na 4,7 i 3,7
pzdr
poklopac
Albo poszukajcie fotografa slubnego zrobi wam fotki i do tego albumy dostaniecie ajk sie patrzy
jp
co mogę powiedzieć - na małym break'u zrobienie jakiegokolwiek zdjęcia z wody graniczy z cudem + gwarantowane podwójne mielenie. Ale postawili baywatcha na one-eye'u, więc może przycumuję do niego, się wdrapię i coś cyknę.
Okazuje sie jednak ze da sie jakas ladna fotke zrobic
Idac sladem Flakona walczylem przy jakis 12-13 kn czyli 25 km na biku na Rzeczycach
Zrobilem Flakon tour Rzeczyc na biku i okazalo sie w paliwach plywalismy nawet samodzielne psiaki sie spuszczaja do tej kaluzy; na brzegu karnistry i kupa smieci brzeg pld wschodni to masakra
pzdr POKLOPAC
Super relacja jeszcze Cię złomiarzu, szmaciarze nie nawrócili na właściwą drogę, masz Flakon chrakter niezłómny.
Ale fotę Borówka ma - kosmos. Pełen szacunek dla niego i respekt dla 4m fal.
Może uda mi się w 2010 wreszcie tam pojechać.
hehe, Borówa mnie nawet pompką do kite'a "chciał przekonać", ale nie dał rady. Waruny były miszcz, ja waga lekka, więc mały sprzęt wpasował się idealnie i to jest dla mnie zestaw WSowy na tamte warunki - 84l+4.2+5.3. A kite'y fajne są, ale ja mam jeszcze czas.
Prześlij komentarz