
2,5 dniowy wypad w Tatry. Nocne dojscie do schroniska w Chochołowskiej (0:30 w poniedziałek). Niektórzy nawet później (1:30, 2:40). Rano pobudka, podwójne sniadanie, bo automatycznie nie było kolacji dnia poprzedniego. Cisniemy na Grzesia i potem na Rakoń. Żeby nie siedzieć i sie nie nudzić, robię kontrolny zjazd w ramach poczekalni na ekipę. Smarowanie na następny zjazd staje się musem. Drugi i trzeci zjazd spod Wołowca (top zalodzony, więc się nie pchamy). Powrót doliną do boudy.
Drugi dzień posuwamy na Trzydniowiański i dalej z Mirkiem pod Kończystą (fest wywiana - do borówek i kamoli). Tam z przełączki zjazd z przygodami do dolinki.
Pogoda na bank, swieża dostawa puszku (dobrze że nie było go za dużo, bo by było lawiniasto). Ekipa przednia, a na konieć bryczka jak przystało na "połamańców" ;)
Więcej fotek tutaj (autorstwa Mirka)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz