wtorek, 29 maja 2012

RiBiB czyli m. Rycerzowa i Boracza i Barania

Weekendowy wypad w Beskidy - rejon Rajczy. Żółtym szlakiem z Glinki przez garb do Soblówki (początek asfalt, potem szutry i zjazd po łąkach) i dalej na Małą Rycerzową. Tutaj zaczynają się schody po ok 0,5km za rozejściem się żółtego i niebieskiego szlaku. Wędrówki piesze w końcu są wkalkulowane w MTB. Potem już jest dobrze do samego szczytu Małej Rycerzowej. Zjazd szlakiem do Mładej Hory (warto w pewnym momencie odbić w las na opadającego singielka, zamiast pchać się korytem rozwalonej i zabłoconej drogi). Stamtąd czerwonym szlakiem do Rajczy (fajne single, momentami trudne zjazdy - 7-9 letnie dzieciaki dały radę nawet sprowadzić samemu rowery ;).


Wycieczka w drugi dzień w pierwszej fazie niebieskim szlakiem przechodziła przez Suchą Górę (tam kilka tygodni temu udało mi się urwać na podjeździe tylną przerzutkę Quartz'a) do Hali Boraczej. 5-minutowe podejście pod stromy fragment Suchej Góry i dalej do samej Boraczej koko-spoko-podjazd. Stamtąd szlakiem na Prusów i przy zjeździe z Prusowa odbiliśmy w lewo na ostrym zakręcie w prawo niebieskiego szlaku. Polanki, polanki, trawiasta przyjemne ścieżka i docieramy do Ciśca. Stamtąd niebieskim rowerowym do wiaduktu "S-ki" w Milówce i lokalną drogą do Kamesznicy-Złatnej. Potem to już improwizacja drogami pożarowymi (m.in. droga nr 20 i potem 21) i innymi dziwnymi ścieżkami aż do szczytu Baraniej.


Zjazd z Baraniej Góry czarnym szlakiem - w środkowej fazie przerzutka na żółty rowerowy, czyli szybki szuter. A w końcowej fazie (gdy 'żółty' szuter przechodzi w wszędobylski asfalt) na zielony turystyczny z dobrze opadającym technicznym singlem (w drugą stronę nie do podjechania - nawet nie ma co próbować!). Powrót drogami asfaltowymi do Rajczy.

Pod linkiem kilka fotek

2 komentarze:

PS pisze...

Flako Ty to jesteś "derailleur killer"...poprzednia padła na Lysej Horze

Flakon pisze...

wtedy to padła linka do tego Quartza, a 3 tyg. temu Sachs
Głowica z plastiku na głównej osi się rozpadła w pierony.

Dlatego też na Suchą Górę ładnie pchałem rower, nie próbując nawet przypedałować, żeby nie kusić ;)